Poszczególne części naszej Kroniki:
* Lata 1982 - 1987
* Lata 1988 - 1992
* Lata 1993 - 1997
* Lata 1998 - 2002
* Lata 2003 - 2007
TOM PIERWSZY
KRONIKA CHÓRU
PARAFII BŁOGOSŁAWIONEGO
MAKSYMILIANA KOLBE
W TORUNIU
GŁÓWNY OPIEKUN CHÓRU
KS. PROBOSZCZ mgr ANDRZEJ KLEMP
DYRYGENT
KS. ZBIGNIEW MARKOWSKI
ZARZĄD CHÓRU
PREZES
mgr Bernard Czajkowski
Wiceprezes
Małgorzata Dyduch
Skarbnik
Małgorzata Trzpil
Głównym celem, który przyświecał założycielom Chóru Parafialnego pod wezwaniem Błogosławionego Maksymiliana Kolbego którymi są przede wszystkim ks. Proboszcz mgr Andrzej Klemp i ks. Zbigniew Markowski – dyrygent a także wszyscy chórzyści, jest śpiewanie na Chwałę Bożą i Czczenie Stwórcy, Matki Bożej i Świętych Pańskich pieśnią. Jednocześnie postawiono sobie zadanie – pomoc Braciom i Siostrom w modlitwie na spotkaniach naszej wspólnoty parafialnej przed Panem.
Członkami naszego chóru są ludzie różnych zawodów, niezwiązani profesjonalnie z muzykowaniem, przychodzący tu z dobrej woli.
Po upływie ponad 2 lat od erygowania Parafii Błogosławionego Maksymiliana Kolbe na Rubinkowie III w Toruniu w przedostatnią i ostatnią niedzielę sierpnia 1982 roku zapraszano na wszystkich mszach świętych chętnych do uczestnictwa w śpiewach chóralnych. Pierwsze założycielskie zebranie odbyło się w niedzielę 5 września 1982 r. Przybyło na nie kilka osób, można powiedzieć weteranów z różnych chórów toruńskich i spoza. Dyrygentem chóru ma być ks. Zbigniew Markowski, uczeń wielkiego mistrza tej sztuki ks. prof. dr. Edwarda Hinza z Pelplina. Omówiono sprawy organizacyjne, ustalono, że próby odbywać się będą w każdy czwartek o godzinie 19.00.
I tak też się stało, pierwsza próba odbyła się 9. IX. 1982 r. w wyżej wymienionym dniu i godzinie. Zaczęto (…) od utworów na 3 głosy tj. „Chwała na wysokości Bogu” i „Oto Arcykapłan” – pieśni na ingres Biskupa. W następne czwartki nasz ks. Dyrygent zaczął nas ćwiczyć psalmami i innymi mało melodyjnymi utworami trzygłosowymi np. „Chlebie żywy”, „Kleszczmy rękoma”. Biedne tenory, którym kazano śpiewać basem, w tych partiach dusili się jak „kluskowane gęsi”.
Mijały następne próby na nieustannych i intensywnych ćwiczeniach. Przyszedł wreszcie czas na premierę. Chór pierwszy raz wystąpił w związku z przyjazdem do naszej parafii J. E. Ks. Biskupa Ordynariusza Mariana Przykuckiego. Był to jesienny dzień – niedziela. Ks. Zbyszek wezwał nas na pół godziny wcześniej przed oficjalnym rozpoczęciem. Potrenował nam głosy, no i o Boże, ustawił przy ołtarzu po stronie lekcji i to twarzą do ludu. Niektórym zrobiło się miękko w kolanach, inni zbledli, być może były jeszcze jakieś inne przypadki, ale nikt do tego się nie przyznał.
Na wejście Ks. Biskupa zaśpiewaliśmy „Oto Arcykapłan”. Jak to brzmiało? Na pewno nie były to głosy anielskie. Następnie pan Wincenty Kwaśniok z tenorów kwieciście powitał naszego Arcypasterza, jedna z pań wręczyła kwiaty, za co uściśnięto im dłonie a ks. kapelan wręczył im obrazki. Później, już jak protokół kanoniczny przewiduje, mowę powitalną wygłosił nasz Ks. Proboszcz i inne stany parafialne.
W czasie tej uroczystości śpiewaliśmy jeszcze „Chwała na wysokości Bogu” a w czasie komunii św. „Chlebie żywy” i „Kleszczmy rękoma”. Jak wypadliśmy w tym dniu, niech świadczy fakt, że oficjalnie nam podziękował tylko Ks. Biskup wymieniając chór jako ostatni na długiej liście podziękowań wszystkim innym. Nasz zacny, nota bene zawsze uśmiechnięty ks. Proboszcz powiedział: „było dobrze”, chcąc chyba przez to powiedzieć: „nie martwcie się, nie widziałem aby komuś uszy spuchły”. Ks. Zbyszek na pożegnanie powiedział sucho: „Bóg zapłać, spotkamy się w najbliższy czwartek o godz. 19.00”.
Do świąt Bożego Narodzenia pozostało niewiele już tygodni, zaczęliśmy więc ćwiczyć kolędy. W skład naszego repertuaru weszły wielkie przeboje, jak: „O Józefie, czego chcecie?”, „Wśród nocnej ciszy” itp.
Z biegiem czasu nasz chór zwiększał się liczebnie. Osobami, które zgłosiły swe uczestnictwo w drugiej połowie 1982 roku i na początku 1983 r. były między innymi: Irena Januszewska, Bernard Czajkowski, Edmund Polak, Wiesława Zawodniak, Brunon Weichert, Małgorzata Trzpil, Aleksander Sej, Wincenty Kwaśniok.
Było jeszcze więcej osób, szczególnie w grupie tej duży procent stanowiła młodzież. Jednak z upływem czasu opuścili nasze szeregi śpiewacze często bez własnej winy, układając sobie w różny sposób zajęcia poza naszą parafią a nawet Toruniem. Miejsca ich zajmowali inni.
W 1983 roku w okresie Bożego Narodzenia śpiewaliśmy na niedzielnych mszach św. kolędy.
Później takim większym występem było Boże Ciało. Przygotowywaliśmy się na tę uroczystość długie tygodnie. Trochę monotonnie biegł czas bo poza próbami nie było większych wydarzeń. W podobny sposób minęły lata 1984 i 1985.
22 listopada 1985 roku obchodziliśmy uroczyście, jak zresztą każdego roku, dzień św. Cecylii patronki Chórów kościelnych. Był to czwartek, o godzinie 18.00 została odprawiona msza św. koncelebrowana przez ks. Proboszcza, ks. Mariana i ks. Mieczysława. Ks Zbyszek stał jak zwykle za pulpitem dyrygenckim. Uroczyste kazanie wygłosił ks. Marian podkreślając znaczenie śpiewu w kościele, a także szeroko opisał postać św. Cecylii.
Myśmy śpiewali kilka dni wcześniej przygotowane pieśni, między innymi „Pieśń do św. Cecylii”. Jest to piękna melodyjna pieśń, która wszystkim się podoba. W czasie tej uroczystości zrobiono pierwsze zdjęcia, które mają być pamiątką dla potomnych.
Po zakończeniu uroczystości oficjalnych, jak już to weszło do tradycji, nasz ks. Proboszcz wraz z ks. Zbyszkiem zaprosili wszystkich członków naszego chóru na kawę. Trzeba tu zaznaczyć, że w dzisiejszym dniu ks. Proboszcz powrócił z dwutygodniowej pielgrzymki po Ziemi Świętej. Mimo ogromnego zmęczenia towarzyszył nam, dzieląc się wrażeniami, aż do końca. Najwięcej radości wzbudził przebierając się za Araba, rzeczywiście wyglądał jak szejk, który ma w posiadaniu wielkie pola naftowe i ogromny harem.
Na tej uroczystości przy stołach zastawionych przeróżnymi słodkościami, zapijanymi kawą i bardzo dobrym winem, wybrano ciało władające chórem. Były to wybory nader demokratyczne. Prezesa jednogłośnie wybrał ks. Zbyszek, oczywiście po ogłoszeniu wszyscy byli „za”, nikogo nie widziano kto by był „przeciw” albo się wstrzymał. Funkcję tę objął jeden z tenorów Bernard Czajkowski, nota bene kolega i bardzo bliski znajomy jeszcze z lat młodzieńczych ks. dyrygenta. Podobnie w sposób także demokratyczny wybrano zastępcę prezesa i skarbnika, którymi odpowiednio zostały panie Małgorzaty Dyduch (sopran) i Trzpil (alt). Wieczór ten dla wszystkich był wieczorem radości, rozśpiewania i niezapomnianych miłych wrażeń.
Czas szybko płynie, mamy już okres adwentu. Krótkie ponure dni oczekiwania pobudzają w człowieku wiele głębokich refleksji. Natomiast nasz chór ćwiczy już kolędy, w tym kilka nowych, bardzo pięknych np. „Noc cicha w śnie”, przez co mamy już możliwość chociaż w drobnych chwilach żyć radością Bożego Narodzenia.
Tegoroczny okres Świąt Narodzenia Pana chór czcił wyjątkowo pracowicie. Występowaliśmy w każdy dzień Świąt i w każdą niedzielę tego okresu, zawsze na innej mszy św. W jedną z niedziel śpiewaliśmy o godzinie 12.00 – czyli na mszy św. przeznaczonej w szczególny sposób dla dzieci, odprawianej już tradycyjnie przez ks. Mariana. Wszystko nam szło stosunkowo dobrze i nawet soprany nie dawały powodu aby ks. Zbyszek musiał dyskretnie szeptać „trzymać, trzymać”. Jednakże po wygłoszeniu kazania przez celebransa, w którym tak chwalebnie określał nasz chór czyli „kadził” nam. Dzieci w tym czasie aż pootwierały buźki z zachwytu, w wykonaniu jakich to „gwiazd” mogą słuchać kolęd. Nie trzeba było długo czekać, w czasie komunii św. śpiewaliśmy „Noc cicha w śnie”, okazało się jak sopranom zaszkodził dym tego „kadzidła”. Nie pomogły nawet bardziej stanowcze szepty dyrygenta: „trzymać, trzymać”.
Po zakończeniu przez naszego dyrygenta kolęd, które w naszej parafii trwają do wtorku przed środą popielcową, zaczęliśmy ćwiczyć trzy nowe pieśni. Jedna z nich „On kochał Ją” – piękna i bardzo trudna pieśń do św. Maksymiliana, następne mniej trudne, kompozycji legendarnego już śp. ks. Dreszera z Pelplina „Pieśń do Matki Boskiej Jasnogórskiej”. Trzecią bardzo znana pieśnią była „Ecce Sacerdos magnus”, oczywiście w wersji łacińskiej. Opracowanie tych trzech pozycji zajęło nam dużo czasu, praktycznie aż do ciepłego lata. (…)
Dzień 18 maja 1986 r. jest dniem niezwykłym. Nasz chór po raz pierwszy w swej prawie czteroletniej historii wyjechał na występy poza własną parafię. Zaproszenie otrzymaliśmy od ks. proboszcza z parafii Papowo Toruńskie. Uroczystość Zesłania Ducha Św. w tej parafii łączyła się z uroczystą pierwszą Komunią Św. Chór dotarł na miejsce nieco zdekompletowany, szczególnie w basach, gdzie cały ciężar spoczywał na panu Polaku. Po przybyciu weszliśmy na niewielki chór, na którym mieliśmy kłopoty z ulokowaniem się. Często własne nogi stawiać trzeba było między ławkami lub innymi nogami. No cóż – śpiewanie nasze nie wypadło najlepiej, szczególnie soprany pogubiły się kompletnie w niektórych utworach. Jednakże na tle pana organisty tam śpiewającego wypadliśmy nie najgorzej.
Ksiądz proboszcz oficjalnie nam podziękował, zaczynając od słów: „Dziękuję młodzieżowemu chórowi z III Rubinkowa…” No cóż, widać, że ks. proboszcz lubi sypać komplementy. Po całej uroczystości poproszono nas na plebanię, gdzie podjęto herbatą i ciastem. Kolekta z tej Mszy Św. była przekazana na budowę naszego nowego kościoła. Był to dzień wielkich wrażeń, pierwsze występy poza własną parafią i to z honorarium. Reasumując, ten pierwszy występ w obcej miejscowości trzeba określić jako udany. Mieliśmy okazję śpiewać w całkowicie odmiennych warunkach, na pewno tym wszystkim stremowani. Jednakże takie wypady nas łączą i cementują naszą całą społeczność śpiewaczą.
29 maja 1986 r. Boże Ciało. Mszy Św. i procesji Eucharystycznej przewodniczył ks. bp Henryk Muszyński. Chór nasz, jak w minionych latach, tradycyjnie uczestniczył w tej uroczystości. W dniu tym mieliśmy konkurencję w postaci zbieranej orkiestry dętej. Cóż, niektórzy z tych panów, gdyby nie ich stosunkowo duże instrumenty, straciliby nieraz równowagę i „upadek byłby wielki”. Konkurencję rzeczywistą dla nas stanowiły nasze dzieci i młodzież, które pod przewodnictwem ks. Mariana szły na czele procesji z gitarami i ze śpiewem na ustach wielbiąc Jezusa Eucharystycznego.
Frekwencja na pierwszej próbie po letnich wakacjach nie była najlepsza. Następne próby były już lepsze, podyktowane to było przede wszystkim tym, że uczestniczyła w nich znakomita większość śpiewaków. W jeden z pierwszych czwartków października ksiądz Zbyszek ogłosił, że będziemy uczestniczyli w tegorocznym Przeglądzie Chórów Kościelnych. Wieść ta bardzo nas zaskoczyła i przykładem malkontentów, którzy i w naszym chórze są, zaczęliśmy na to patrzeć z odrobiną pesymizmu. Jednakże z biegiem prób i czasu zaczął w nas wstępować umiarkowany optymizm (ze znanymi oczywiście wyjątkami).
Regionalny Przegląd Chórów Kościelnych Okręgu Toruńskiego odbył się tradycyjnie w Bazylice w Chełmży 26 października 1986 r. Nasz chór wystąpił jako trzeci z kolei z dziesięciu innych występujących w uroczystości. Zaśpiewaliśmy 4 utwory. Po każdym z nich obdarowano nas oklaskami. Nasz ksiądz Dyrygent kłaniał się, ale określić można umiarkowanie, jednak robił to z miłym uśmiechem.
Nie da się ukryć, że podbił serca publiczności. Jako jedyny dyrygent otrzymał kwiaty z widowni, czyli uzyskał najwyższą z nagród, „nagrodę publiczności”. Należy stwierdzić, że występ nasz był udany, bo dyrygenta honoruje się i nagradza pod warunkiem, że chór przez niego prowadzony dobrze śpiewa. Na pewno daleko nam jeszcze do doskonałości, ale ten występ był najbardziej udany ze wszystkich naszych występów dotychczas. Znawcy przedmiotu ocenili nas jako chór z perspektywami. Dowodem może być fakt, że list pochwalny wręczono nam jako drugiemu chórowi po słynnym chórze „Cecylia” z Chełmży. Być może to przypadek, ale dla nas nadzieja i pociecha. Wszyscy uczestnicy stwierdzili, że przeżyliśmy w tym dniu miłe wrażenia, które przejdą do niezatartych wspomnień każdego z nas.
Jedyna przykrość dana była tylko panu Edkowi Zielińskiemu z tenorów, która zresztą też zakończyła się pomyślnie. Otóż, wracając już z dworca PKP na Rubinkowo autobusem linii 19 miał nieszczególną przyjemność spotkania się z „kanarami”. Zresztą nie tylko on, ale cała towarzysząca mu grupa w osobach: Małgosia Dyduch, Benek Czajkowski i inni z tamtych stron. Ci pozostali pokazali bilety i na ostatnim przystanku wyszli. Natomiast do naszego kolegi jeden z „zielonych ptaszków” mówi: „niech pan nie próbuje uciekać, bo zawołam milicjanta, który tam stoi”. Daremne były uciechy tych panów, bo jak później się okazało, kolega nasz miał na tę trasę bilet miesięczny, z roztargnienia tylko nie zabrał go z domu. W następnym dniu dokonał formalności w MPK, gdzie z ulgą kwit opiewający na 1200 zł. oddał. W najbliższy czwartek odczytany został list „pochwalny” wobec wszystkich członków chóru przez księdza Zbyszka, a dla potomnych list ten włączamy do naszej kroniki.
20 listopada 1986 r. kontynuujemy naukę 2 nowych kolęd: „Lulajże Jezuniu” i „O Chryste Zbawco nasz”. Przećwiczono po jednym razie każdy głos z osobna i chór zaczął śpiewać w całości. W czasie tego śpiewu nasz ksiądz Dyrygent robił taką minę jakby jadł cytrynę. Nie był to zbyt optymistyczny dla nas znak. No i rzeczywiście, mina w miarę śpiewania nie zmieniła się na lepsze. Po zakończeniu powiedział: „Proszę, powtórzymy, tenory”. Panowie z tego głosu zrobili miny jakby to był błąd dyrygenta a nie ich. Nawet pan Wincenty Kwaśniok powiedział: „Śpiewajmy trochę ciszej, to nie usłyszy”. Jednak, niestety, usłyszał i po prześpiewaniu dało się słyszeć: „Tenory, proszę do przodu”. Bardzo zdziwieni, ale poszli.
Święta zbliżają się wyjątkowo szybko. Pogoda tylko jakoś nie chce się przystosować do tych najmilszych i najbardziej rodzinnych Świąt. Nasz chór intensywnie przygotowuje kolędy, czego przykładem może być dzisiejszy czwartek (18. 12. 1986 r.). Ksiądz Zbyszek wyraźnie upodobał sobie tenory, zresztą nie ma co mu się dziwić, sam z tego głosu wyszedł. Miłością do nich tak wielką (…) zapałał, że na dzisiejszy dzień poprosił wszystkich tych panów już pół godziny wcześniej niż innych z pozostałych głosów. Przeleciał z nimi przez wszystkie kolędy, od tych śpiewanych przed czterema laty aż po najnowsze. Zdziwienie ich było raczej wielkie jak im pokazywał w każdej ze śpiewanych pieśni jakie robili błędy, a delikatniej mówiąc, niedociągnięcia. Można się podłamać jak się człowiek dowie, że przez 4 lata fałszował i to jeszcze przy wiedzy dyrygenta. Dał im jednak ks. Zbyszek do zrozumienia, że na tyle dojrzeli i mogą już śpiewać z wszystkimi szykanami – przynajmniej tak oni to zrozumieli.
W międzyczasie nasze przemiłe panie pracowały jak pszczółki przy składaniu „Śpiewnika kościelnego”. Należy im się za stworzenie tej „manufaktury” duża pochwała. Pracowały z takim poświęceniem, że nawet te „najwięcej wypowiadające słów na minutę” – milczały.
Po prześpiewaniu z pozostałymi głosami. stanęliśmy półkolem przy naszym dyrygencie i nastąpiła próba generalna przed występami Świątecznymi. Ustalono repertuar następujących kolęd: „O Józefie”, „Gloria”, „Pan z nieba i z łona”, „Jezusek czuwa”, „Wśród nocnej ciszy”, „Wesołą nowinę bracia słuchajcie”, „Lulajże Jezuniu”, „Chrystus Zbawca”, „Narodził się Jezus Chrystus”. Te trzy ostatnie będą premierami tego roku.
Tenorom trochę urosły skrzydła, bo po prześpiewaniu kilku już kolęd ks. Zbyszek powiedział: „Czy wy słyszycie jak dzisiaj pięknie śpiewają tenory?” Za to innym głosom się dostało; niewątpliwie sopranom – „nie tak trzymały”, także „nieomylnym” altom, którym ostatnimi czasy dyrygent wybija tę nieomylność z głowy. Basy widocznie jeszcze „nie dojrzały”, bo ich śpiew (poza małymi wyjątkami) obył się bez większych komentarzy. Próbę zakończono ok. 22.30 tradycyjnym już „Bóg zapłać” wypowiedzianym przez Ks. Zbyszka. Ustalono terminy występów: I święto godz. 11.00, niedziela po świętach godz. 18.00.
Nadeszły upragnione Święta Bożego Narodzenia, które są w naszym Narodzie wyjątkowo czczone. Łączą one radośnie wszystkich Polaków dobrej woli wokół Bożej Dzieciny w żłobie w imię Miłości i Pokoju. Nasz chór również będąc małą cząstka tej wielkiej rodziny radował się chwaląc Nowonarodzonego pięknymi polskimi kolędami. Śpiewaliśmy w każdy dzień świąt i każdą niedzielę tego okresu, zawsze na innych Mszach Świętych. Poziom, który zaprezentowaliśmy był różny w każdy dzień, o czym świadczyć mogły kwaśne i słodkie miny ks. Zbyszka.
W dniu 2 lutego 1987 r. o godz 19.00 wykonywaliśmy po raz ostatni kolędy. Po uroczystości święcenia gromnic Ks. Proboszcz z Ks. Zbyszkiem zaprosili cały chór i młodzież śpiewającą na tradycyjny opłatek. Była to rzeczywiście ostatnia szansa w tym roku, ale lepiej późno niż wcale. Początkowo dało się zauważyć pewne zamieszanie, ale po „cudownym rozmnożeniu ciasta i wina” usiedliśmy przy stole. Nasz zawsze serdeczny i pełen humoru ks. Proboszcz złożył wszystkim gorące życzenia od Bożej Dzieciny. Później, jak polska tradycja nakazuje łamaliśmy się wszyscy z wszystkimi opłatkiem. Były to wielkie chwile szczerości, życzeń bez zbędnych słów i często ze łzą wzruszenia w oku. Następnie zaczęły się śpiewy wielu różnych kolęd, nasz Ks. Dyrygent nie mógł wyjść z podziwu, że dyrektoruje takimi talentami, czego niestety nie może stwierdzić podczas występów oficjalnych. Ks. Proboszcz był wodzirejem tego wieczoru, z przymrużeniem lewego oka śpiewał bardzo głośno i dokładnie. Niewątpliwym przebojem spotkania stały się klechdy (opowiadania kaszubskie) w wykonaniu oryginalnym przez tegoż ks. Proboszcza. Piękny jest język kaszubski, chociaż różnie się o tym mówi, jednakże większość uczestników zrozumiała tylko, że ks. proboszcz opowiadał o jakichś „babach” i jakimś „żec”, ale śmiać się wszyscy śmieli. Miła uroczystość zakończyła się późnym wieczorem.
Cały luty mieliśmy przerwę i pierwsza próba odbyła się w pierwszy czwartek marca. Zaczęliśmy się uczyć nowej pieśni; Hymnu Chórów Kościelnych „Christus Rex” do słów kard. Hlonda.
Po wielkanocnych wzlotach i upadkach przystąpiliśmy do intensywnych ćwiczeń „Ave Maria” Żukowskiego. Po względnym jej opanowaniu i powtórce innych pieśni maryjnych wystąpiliśmy w dniu 30. 05. 1987 na Mszy Św. Była to Msza Św. w powiązaniu z majowym nabożeństwem w intencji chorych naszej parafii, z prośbami o beatyfikację Sługi Bożego ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego. Jeszcze jeden przyczynek do historii, otóż dzisiejszą Mszę Św. odprawiał Ks. Mirek – nowy Proboszcz i jednocześnie pierwszy w historii Rubinkowa II w Toruniu.
Najbliższe czwartki poświęcone były przygotowaniom do Bożego Ciała. W międzyczasie przeżyliśmy, jak cała nasza Ojczyzna i wszyscy ludzie Dobrej Woli, przybycie Ojca Św. Jana Pawła II na II Kongres Eucharystyczny do Polski 8 – 14. 06. 1987 r. Każdy z nas gdzie tylko mógł i miał okazję, śpieszył na spotkanie z Naszym Wielkim Rodakiem, gdzie w zadumie Jego słów i modlitwy jednoczył się z Chrystusem Eucharystycznym.
Obok tak wielkich spraw Wielkiego Kościoła i Ojczyzny, w naszej małej społeczności śpiewaczej też coś się dzieje. W ostatnim czasie przybyło nam kilka osób, za co im cześć i niech wytrzymają jak najdłużej z nami. Przeszła też z altów do sopranów nasza miła koleżanka Małgorzata Trzpil. Jak opinie krążą, na dobre to wyszło jednej i drugim, tzn. alty przestały fałszować, a soprany lepiej śpiewają. Chciałoby się powiedzieć więcej takich zmian a nasz Ks. Zbyszek będzie miał spokojniejsze uszy.
Boże Ciało tego roku przypadło w połowie czerwca, tj. 18-go. Po Mszy Św. wyruszyła procesja. Nasz chór śpiewał przy każdym ołtarzu; na zakończenie zaśpiewaliśmy „Christus Rex”. Pieśń ta była jakoby ukoronowaniem dzisiejszych uroczystości i naszego śpiewu. Należy w tym miejscu podkreślić, że nasz chór zaczyna brzmieć i zaczyna go być słychać, co jest optymistycznym znakiem dla naszej przyszłości.
21. 06. 1987 nasz chór został zaproszony przez ks. Proboszcza Parafii Rogowo na jego Jubileusz XXV-lecia kapłaństwa. W samo południe przybył po nas pojazd a la „Papamobile” i powiózł nas na miejsce. Mały ale śliczny kościółek Podwyższenia Krzyża miał być dzisiaj świadkiem pięknych uroczystości tej parafii. Obok Jubileuszu ks. Jerzego Lewandowskiego, ks. Dziekan Dekanatu Toruń II dokonał uroczystego wprowadzenia Jubilata na urząd proboszcza, a tym samym została erygowana nowa parafia Rogowo.
Po części oficjalnej zostaliśmy zaproszeni na równi z wszystkimi „znaczącymi” na obiad i z nim pochodne. Uroczystość tę urządzono w dużej sali tamtejszej Ochotniczej Straży Pożarnej, tzn. remizie. Sala odpowiednio przystrojona, z jednej strony Jasna Góra z drugiej flagi Watykanu i narodowe, tuż obok ks. Dziekan z kolorowymi guzikami, wśród radości zgromadzonych radośnie szczęśliwy ks. Jubilat ze swoją sędziwą matką.
Zjedliśmy obiad popiwszy dorodnym tokajem, wysłuchaliśmy naszego Wiecha i jakiegoś ks. „Górala”, którzy mówili dla uciechy zebranych. Później podano kawę i piętrowe torty o wyszukanych kształtach, obfitości i plejadą różnorodnych smaków. Nasze panie seniorki z sopranów zaczęły coś śpiewać, ale niestety słów na to zabrakło.
Około godz. 18.00 wsiedliśmy do podstawionego nam pojazdu i z radością powróciliśmy skąd nas zabrano. Po drodze byli ochotnicy na piwo „Pod Kasztanami” w Grębocinie, jednakże kilka naszych pań spojrzało na to zgorszonym wzrokiem no i tym razem jeszcze zrezygnowaliśmy…
Po letnich wakacjach spotkaliśmy się w drugi czwartek września na tradycyjnej próbie. Nie wiadomo dlaczego nasz ks. Dyrygent zaczął powtarzać jak na wrzesień trochę nietypowe – pieśni eucharystyczne z okresu Bożego Ciała. Wkrótce działanie to stało się dla wszystkich zrozumiałe.
W dniach od 4 do 11 października 1987 r. decyzją Biskupa Chełmińskiego obchodzono w Toruniu Kongres Eucharystyczny. Główne uroczystości odbyły się w nowej dzielnicy Torunia – Rubinkowie. W niedzielę 11 października 1987 r. odbyła się procesja eucharystyczna z udziałem J. E. ks. bpa Ordynariusza Mariana Przykuckiego. Procesja wyszła z naszej kaplicy parafialnej Św. Maksymiliana o godz. 16.00 przechodząc z Chrystusem Eucharystycznym pośród naszych domostw na Rubinkowo II, gdzie przy ołtarzu polowym w miejscu przeznaczonym pod budowę nowego kościoła parafialnego pod wezwaniem Bożego Ciała odprawiono Mszę Św. koncelebrowaną. Przed rozpoczęciem uroczystości ks. bp Ordynariusz przy współudziale nowego ks. proboszcza Mirosława Owczarka dokonał aktu poświęcenia Krzyża jako symbolu wiary chrześcijańskiej. Po zakończonej Mszy św. procesja przeszła na Rubinkowo I.
Nasz chór wraz z tłumami wiernych Torunia i okolic uczestniczył w wielkim pochodzie eucharystycznym. Śpiewaliśmy w czasie Mszy św. na Rubinkowie II. Bardzo ładnie, donośnie i majestatycznie zabrzmiało na rozpoczęcie „Laudate Dominum”. Stojącą obok „konkurencję”, czyli chór z parafii Rubinkowo I „zatkało” i już w tym dniu głosu nie wydali (nawet we własnej kaplicy). Pozostałe pieśni, które mieliśmy zaszczyt śpiewać przy tak wielkiej i historycznej uroczystości musiały wypaść nie najgorzej. Ks. Biskup, który nota bene zazwyczaj nas chwali, tym razem uczynił to nieświadomie. Otóż w kuluarach parafii Rubinkowo I wyraził opinię, że „ładnie śpiewały te chóry połączone”.
Uroczystość ta upłynęła w duchu zadumy i skupienia modlitewnego, której hasłem była pieśń „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem”.
Próby kontynuujemy z maksymalną intensywnością. Zapowiedziano „Mistrzostwa Świata” czyli Przegląd Chórów Kościelnych Regionu Toruńskiego. Te mistrzostwa ma obsługiwać parafia Matki Boskiej Zwycięskiej na ul. Podgórnej w Toruniu i jej ks. Proboszcz Kardasz wraz z panem Alojzym Szymańskim – seniorem śpiewu kościelnego. Ćwiczymy wiele pieśni łacińskich z którymi mamy niekiedy trudności.
Po wielu próbach nastąpił dzień „Mistrzostw Świata”, czyli IV Przegląd Chórów Kościelnych regionu Toruńskiego. Mistrzostwa te przypadły w jesienną, już lekko przymrozkowi niedzielę 22 listopada A. D. 1987 r.
Potężnie zabrzmiała pieśń „Gaude Mater Polonia” wykonana na wszystkie połączone chóry pod dyrekcją samego mistrza tej sztuki ks. prof. dr. Edwarda Hinza. Następnie chóry wykonały „O sacrum convivium”. Dalej chóry występowały pojedynczo z własnym repertuarem.
Jako pierwszy wystąpił chór z Czarnej Wody, który przyjechał do nas aż z Ziemi Kaszubskiej znad jeziora Wdzydze. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że zaprezentował się bardzo dobrze. My stanęliśmy w szranki jako piąty zespół. Na gardłach wyraźnie coś nas gniotło, jakby na szyjach naszych zaciśnięto pętlę nie do rozluźnienia. Ks. Zbyszek widział to dokładnie, podszedł do nas z uśmiechem i powiedział: „Nie martwcie się, w tym gronie nie ma lepszych od nas”. Myśmy dobrze wiedzieli, że tak nie jest, ale w jakimś stopniu nas rozładował. Zaśpiewaliśmy 3 utwory według nast. kolejności: „Nie jestem godzien…”, „Pieśń do Św. Cecylii” i „Wspomożenie ludu”. Trzeba przyznać, że fałszów nie było, jednakże ks. Profesor do naszego dyrygenta powiedział: „no, księże dobrze, dobrze, ale należałoby już pomyśleć o poważniejszych utworach”.
Drugim takim faktem, który może nas satysfakcjonować to szczere gratulacje, które złożyli przedstawiciele „Czarnej Wody” na ręce naszego prezesa. Prezes podziękował a także wyraził zachwyt z ich wykonania, z nadzieją że nie po raz ostatni mamy możliwość wspólnego śpiewania i konkurencji.
Innym rozdziałem jest nasz dyrygent Ks. Zbyszek, który staje się gwiazdą numer jeden. Jedyny spośród dyrygentów otrzymał piękny bukiet kwiatów zaraz po występie od przemiłej dziewczynki. Ma szczęście, nie to co my….
Po nas wystąpił chór Św. Cecylii z Chełmży; doświadczony, zacny, który jednak nie był w najlepszej formie.
Przegląd podsumował ks. Kanonik, który wyraził radość z rozwoju chórów w naszym regionie, życząc jednocześnie wszystkim uczestnikom pomyślności w życiu osobistym i wiele radości ze wspólnego śpiewania na chwałę Pana.
Tegoroczną Św. Cecylię obchodziliśmy z małym opóźnieniem w najbliższy czwartek 25 listopada 1987 r. Ks. Mieczysław z ks. Zbigniewem Edwardem odprawili Mszę św. koncelebrowaną w intencji naszego chóru, zespołu młodzieżowego i małej scholi (w znaczeniu wieku), czyli za wszystkie śpiewadła.
Ks. Mieciu przemówił do nas wszystkich i nawet próbował nam wmówić, ze jesteśmy artystami wysokiej klasy – może co bardziej pyszni w to uwierzyli. Reszta Mszy św. upłynęła pobożnie i nawet w nastroju muzyki.
Nieoficjalne występy rozpoczęły się chwilę po zakończeniu wspólnych modlitw. Gdyby chciało się krótko scharakteryzować tę imprezę to można by powiedzieć, że upłynęła w radości śpiewie. Śpiewano dużo i wszystko przy wtórze kolegów z zespołu młodzieżowego; rozpoczęto na pobożnych pieśniach młodych z lat 60-tych, zakończono na śpiewie prezesa „Służyłem u pana”, czyli słynnej „Przepióreczce”.
W międzyczasie całkiem poważnie wystąpił nasz kolega z basów Zbigniew Stoliński wykonując słynną arię Skułoby ze „Strasznego dworu” St. Moniuszki. Trzeba przyznać, że podobało to się wszystkim bez względu na wiek i przekonania …. muzyczne. Potrafi „straszyć” tym swoim basem, jednak trzeba przyznać, że był grzeczny, bo zawsze w połowie zwrotki pytał prezesa: „Boisz się!?”, prezes odpowiadał cienkim, drżącym głosem „nie”, więc mu radził: „zażyj tabaki”. Nie było pod ręką tabaki, więc prezes zażywał (…)
Następnym utworem, który wykonano już w duecie była „Ave Maria”; jako tenor wystąpił ks. Zbyszek, partię basu wykonał kol. Zbigniew Stoliński. Należą się im zasłużone pochwały i niech będzie wiadomym dla przyszłych pokoleń, że byli w tym chórze ludzie, którzy nawet umieli śpiewać.
Przeplatany ten śpiew był różnego rodzaju dowcipami, które co niektórym sypały się jak z rękawa. Należeli do nich m. in. ks. Zbyszek, kol. Zbigniew i druh prezes, nota bene kol. Zbigniew też prezes, tylko że chóru męskiego „Dzwon”.
Na tym radosnym wieczorze zostały także uchwalone poważne rzeczy. Otóż demokratycznie zagłosowano i jednogłośnie wszyscy orzekli, że nasz chór będzie używał oficjalnej nazwy „Chór św. Maksymiliana Marii Kolbe”. Jesteśmy wszyscy raczej przekonani, że ta nazwa naszego chóru jest pierwszą i jedyną w Polsce, a nawet i w Kościele Powszechnym. Na pewno nie, bo identyczną nazwę miał już w 1985 roku chór z Pabianic!
Nasz ks. Dyrygent otrzymał dużo pięknych kwiatów i pulchnego misia, którego nie opuszczał aż do końca wieczoru. Życzyliśmy mu także dużo wytrwałości z nami, no i abyśmy mu dawali więcej powodów do charakterystycznych, pochwalających nas pochrząkiwań i głaskań po głowie. Te ostatnie znaki są przez nas szczególnie oczekiwane, bo oznaczają, że naszemu ks. Dyrygentowi podobał się nasz śpiew, bo było w odpowiednim czasie, „piano”, w odpowiednim „forte” no i soprany nie zjechały, a staccato nie było szczekaniem psów.
Miły to był wieczór wspólnej radości, humoru i śpiewu. Po zakończeniu wszystko powynoszono, niepotrzebne rzeczy pownoszono do odpowiednich koszy, albo rzucono za siebie.
Normalne dni płyną w szarej rzeczywistości przekrapiane kryzysowym czasem bez nadziei w lepsze jutro naszej egzystencji. Późnojesienny czas i okres adwentu wywołują w człowieku częściej jak normalnie różne refleksje. Można by tu zacytować wiersz Bogdana Ptaszyńskiego pt. „To jestem ja”.
„To jestem ja – Polak mały,
chyba szczęśliwy i bliski Bogu,
nic mnie nie boli.
Nie muszę nic załatwiać,
nie śpieszno mi nigdzie.
Błogi stan mojej egzystencji.
Wczoraj udało mi się dostać ryby
i mam gęś w lodówce.
Naściągałem jeszcze wiele innych produktów.
Chleba u nas dostatek
to i przeżyję tę zimę w cieple i sytości.
Chyba, że zabierze mnie niebieski samochód,
albo od innej belki dostanę po głowie.
A tak to nie straszny mi
drugi etap w polskiej reformie”.
Wydaje się, ze dobrze wiersz ten oddaje nastroje Polaków u schyłku 1987 roku. My trochę się z tych kłopotów otrząsamy, szczególnie w nasze czwartki. Na dobre już ćwiczymy radosne nasze polskie kolędy i tym samym duchowo jesteśmy bliżej pięknych Świąt Bożego Narodzenia.
Radosne Święta Bożego Narodzenia przeżywaliśmy w otoczeniu najbliższych dzieląc się z nimi opłatkiem. W szczególny sposób będziemy blisko sercem przy wszystkich tych najdroższych, z którymi ze względu na zawiłości życia nie było nam dane być z sobą. I najlepiej odda to wiersz B. Ptaszyńskiego pt. „Noc wigilijna”.
„Gdy już spokojna noc zapada
i światłość przebija mroki
a gwiazda wszystkim obwieszcza
przyjście na świat Miłości.
I zawsze w tę noc
są z sobą serca stęsknione.
Serca kochane się łączą w cichości
i wyznają czego żadne usta nie wypowiedzą.
Wielka dal odległych przestrzeni
nie przeszkodzi w szczerości ich mowy,
bo dla takich to serc
w tę noc Miłość się rodzi.
One potrafią być otwarte
mimo bólu, tęsknoty i łez
przyjąć ten dar wiecznego szczęścia
i nieść go przez życia zakręty.
Bo zawsze w tę noc
są z sobą serca stęsknione
by nabrać wiele sił
dla wierności swoich nadziei”.
W pierwszy dzień Świąt śpiewaliśmy o godz. 11.00 na sumie parafialnej. Rozpoczęliśmy od kolędy „Wśród nocnej ciszy”, następnie w dalszych częściach Mszy św. śpiewaliśmy „Gloria”, „O Chryste Zbawco nasz”, „Wesołą nowinę” (której solowe partie zaśpiewali: sopran – Małgorzata Trzpil, tenor – Wincenty Kwaśniok i bas – Zbigniew Stoliński), „Lulajże Jezuniu”, „Jezusek czuwa” i „Narodził się Jezus Chrystus”. Z tym repertuarem chór nasz występował przez cały okres Bożego Narodzenia, czyli aż do święta Matki Boskiej Gromnicznej (2 luty).
Jeśli chodzi o jakość śpiewu, zaskoczyliśmy wszystkich, nawet dyrygenta. Po Mszy św. pierwszego dnia świąt powiedział: „Bóg zapłać za dzisiejszy piękny śpiew”. Jest to pierwsza tego typu pochwała na kartach tej kroniki wypowiedziana przez ks. Zbyszka. Swoją pochwałą sprawił, że te Święta były dla nas naprawdę o wiele radośniejsze.
Nastąpiła później noc Sylwestrowa, dla jednych szampańska zabawa, dla innych domowe pielesze, dla jeszcze innych „noc z telewizorem” i pieszczotliwy „jasiek”.
















