Lata 1988 - 1992

Poszczególne części naszej Kroniki:
* Lata 1982 - 1987
* Lata 1988 - 1992
* Lata 1993 - 1997
* Lata 1998 - 2002
* Lata 2003 - 2007

Poza śpiewem kolęd dane nam było w karnawale 1988 przeżyć inne radosne chwile. Otóż 23 stycznia br. o godz. 20.00 w Domu Nauczyciela Zarząd naszego chóru zorganizował zabawę. Jednakże zanim doszło do tej miłej uroczystości przed naszym „państwem prezesostwem” stanęło wiele różnych problemów. Dochodziło do takich chwil, że należało tylko stwierdzić: nie ma możliwości. Tymczasem ogarnęła ich jakaś moc, która nie pozwoliła na zaprzestanie działań. Kiedy ich wyrzucano drzwiami, wpychali się oknem, występowali też w roli pary młodej załatwiającej salę na własne wesele, czyli wszystkie chwyty uznali za dozwolone. Sytuacja się rozstrzygnęła wyjątkowo prosto dzięki naszej wspaniałej koleżance Irenie Januszewskiej. W zabawie tej uczestniczyło dokładnie 57 osób; byli to księża z naszej parafii, służba kościelna i członkowie naszego chóru wraz z osobami towarzyszącymi.

Dokładnie o godz. 20.15 prezes powitał wszystkich uczestników, otwierając tym samym wieczorek. Poprosił żonę do tańca i zaczął przebierać nogami licząc, że pozostali uczynią to samo. Tak też się stało, co prawda najpierw szło to wszystko jakoś delikatnie i z dystansem. Aparatura, która nam przygrywała miała bardzo szeroki repertuar od 15 – 90 lat.

Nasi księża w związku z obowiązkami duszpasterskimi (kolędy) przybyli dopiero po 21.0. Temperatura na sali była już o wiele wyższa, ale nie sięgała jeszcze zenitu. Posadziliśmy naszych przewielebnych w różnych częściach sali, aby mogli się czuć jednymi z nas.

Oficjalną częścią uroczystości było o 22.00 wystąpienie chóru z kilkoma kolędami, przemówienie ks. Proboszcza i łamanie się opłatkiem każdy z każdym. Życzenia płynęły jak wielki ocean, przepełniane życzliwością, serdecznością i miłością. Wielu mogło sobie dużo powiedzieć, nie ukrywając łez szczęścia, nawet o tych pragnieniach skrytych gdzieś głęboko w sercach…

Ponownie zagrano i przystąpiliśmy do uciech tanecznych. Temperatura wzrastała z minuty na minutę. Każdy tańczył kto miał tylko nogi i z kim mógł, np. ks. Mieczysław z jakimś „przedszkolakiem” (z Marysią Lis). Do ks. Zbyszka ustawiła się kolejka pragnących tańca kobiet. Przy pomocy siedzącej obok sekretarki (żony prezesa) ustalono grafik, według którego z całą konsekwencją ks. Zbyszek pracował nogami. A że robił to dobrze, kolejka nie malała. Na parkiecie można było zobaczyć nawet dwie suknie razem tańczące – to ks. Proboszcz z naszą koleżanką Marią Lis – ona już tym razem nie w rodzaju przedszkolaka. Ks. Zbigniew Edward uskuteczniał tak ruchliwe figury taneczne, że gdzie by nie spojrzeć wszędzie było go dużo.

Gdy już ciepłota radości i uciech ogarnęła wszystkich, a w muzyce z przyczyn technicznych zrobiła się przerwa, prezes opowiedział pieśnią jakie to trudności bywają z teściowymi. Żalił się, że „gary tłukła mu o łeb, prać bieliznę mu kazała i go określała że jest cep”. Towarzystwo zamiast współczuć nieszczęśnikowi śmiało się do rozpuku. Chciał jeszcze trochę się pożalić, bo widać tych przypadków ma za sobą wiele, jednakże muzyka była gotowa, więc na zakończenie śpiewem jeszcze opowiedział o „cichutkiej mrówce”, która chodziła po zielonej łące. Ta „cicha pieśń” wykończyła na amen jego tak mocne struny głosowe.

Uroczystość trwała, część uczestników z różnych względów czy to ze zmęczenia, albo układów partnerskich zaczęła wychodzić około 1.00. W rzeczywistości zabawa zakończyła się około 3.00 nad ranem.

Oceniając tę wspólnie przeżytą w radości uroczystość trzeba przyznać, że była naprawdę udana. Nasuwa się taki wniosek, że prezes będzie musiał uśmiechać się do prezesowej (i vice versa) aby zabawy takie powtórzyć w przyszłości i taki właśnie opłatek taneczny zorganizować. Uśmiech ich wzajemny jest niestety ? – niezbędny, bo bez niego nic załatwić się nie da. A że doświadczenia już nabrali, zaczynają się rysować optymistyczne prognozy na przyszłość.

Pierwsza próba chóru po przerwie świątecznonoworocznej odbyła się 18 lutego 1988 r. o normalnej porze. Dzień ten należy określić jako historyczny; otóż przybył do nas i chce z nami pracować wspólnie z ks. Zbyszkiem pan Henryk Klimczak. Jest to długoletni, doświadczony muzyk, prowadzący w swoim życiu już wiele chórów.

Próbę rozpoczęliśmy od powtórki pieśni na okres Wielkanocy. Pan Henryk wysłuchał nas w cichości ducha, a co pomyślał zostawił dla siebie. Wyrzekł tylko optymistycznie i dyplomatycznie: „wszystko przed wami”. W następny czwartek przystąpiliśmy już do konkretnej pracy. Zaczęliśmy ćwiczyć dwa nowe utwory: „Chwała Tobie Trójco Św.” – H. Klimczaka „Wysławiajmy Chrysta Pana”. Ks. Zbyszek wziął alty i basy, p. Henryk soprany i tenory. Po względnym opanowaniu tych utworów, zebrani razem zaczęliśmy śpiewać. Ks. Zbyszek w roli dyrygenta, natomiast p. Henryk siadł za organami. W taki to sposób i w tym rytmie upłynęły próby aż do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

W pierwszy dzień tych Świąt wystąpiliśmy o godz. 11.00 z akompaniamentem p. Henryka, pod batutą ks. Zbyszka. Śpiewaliśmy 5 pieśni: „Chwała Tobie Trójco Św.”, „Już Zbawiciel Jezus żyje”, ‘Wysławiajmy Chrysta Pana”, „Alleluja biją dzwony” i „Ofiarujmy chwałę w wierze”. Z takim repertuarem wystąpiliśmy w drugi dzień Świąt o godz. 9.00 i w całym okresie wielkanocnym.

Po świętach próby zaczęliśmy w czwartek 7 kwietnia. Uchwalono na tej próbie, że od najbliższego poniedziałku (11 kwietnia) będziemy ćwiczyć 2 razy w tygodniu czyli w poniedziałki i czwartki.

14 maja bardzo upalny ale i bardzo radosny dzień, szczególnie dla trzech naszych księży: Zbigniewa Markowskiego, Zbigniewa Dobosza i Mirosława Owczarka. O godz. 18.00 wielką trójcą odprawili Mszę św. dziękczynną za X-lecie ich kapłaństwa. Chóru oczywiście na tej uroczystości też nie zabrakło. Śpiewaliśmy niedawno co poznane pieśni maryjne pod dyr. pana H. Klimczaka. W imieniu nas wszystkich przemówił prezes składając kwiaty i inne upominki. Mówił wyjątkowo czule, bo aż się sam popłakał. Przyjmujący życzenia wiedzieli, że składa je nie tylko prezes, ale także przyjaciel.

Boże Ciało 1988 obchodziliśmy w czwartek 2 czerwca. Wyjątkowo w tym roku dużo trzeba było pracować; uświetnialiśmy aż dwie procesje i odpust. Jedna odbyła się w naszej parafii o godz. 10.30, której trasa wiodła tylko ulicami Rubinkowa III. Drugą, wyjątkowo uroczyście poprowadził J. E. Ks. Biskup Marian Przykucki po raz pierwszy w nowej parafii Rubinkowo II o godz. 16.00. Obok uroczystości Bożego Ciała obchodzono także odpust parafialny – parafia jest pod wezwaniem Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej. Śpiewaliśmy przy każdym ołtarzu pieśni eucharystyczne, natomiast po oficjalnych uroczystościach cały chór zaprosiła nasza koleżanka Maria Lis na kawę odpustową. Ks. Zbyszek wyjątkowo stracił, bo już od dwóch dni leży w łóżku i ma silne dolegliwości katarowe, kaszlowe i inne…

Według znanego przysłowia „Po Bożym Ciele nic się w kościele nie dzieje”, jednak nasz chór dalej przez wszystkie letnie miesiące intensywnie pracował. Zaczęliśmy przygotowywać pieśni na koncert Maryjny z okazji Peregrynacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. W międzyczasie śpiewaliśmy na naszym odpuście parafialnym wspólnie z chórem z parafii św. Józefa na Bielanach. Były także wyjazdy poza granice co prawda, jak na razie tylko miasta.

21 sierpnia o wczesnej już godzinie rannej wyjechaliśmy autokarem na odpust do Szczuki k/Brodnicy. Jest to mała parafia licząca nie więcej niż 800 dusz, której proboszczem od niedawna jest ks. Grzegorz Zdrojewski. Kościół ładny, sięgający średniowiecza, no i przede wszystkim bardzo akustyczny. Śpiewaliśmy o 8.30 i na uroczystej sumie odpustowej (św. Rocha) o 11.30, którą odprawił J. E. ks. bp Marian Przykucki Ordynariusz Chełmiński. Śpiewy i zdjęcia w ocenie samego mistrza Henryka wypadły dobrze. W godzinach popołudniowych nasz wesoły autobus wyruszył do Torunia, robiąc po drodze małe przystanki jak np. we Wrockach. W autobusie Śpiewano i każdy czuł się swobodnie, czyniąc co uważał że jest mu miłe.

Drugi wyjazd też do tej samej parafii odbył się 14 września z okazji Nawiedzenia tej parafii przez kopię Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W wyjeździe tym poza chórem uczestniczył także zespół młodzieżowy. Śpiewaliśmy na Mszy św. o godz. 19.00, następnie daliśmy koncert o 22.00 i o 24.00 na pasterce Maryjnej. Zespół młodzieżowy śpiewał o 23.00. Podobnie jak na odpuście, przyjęto nas w Klubie Rolnika i karmiono do syta. Tyle tego było i tych placków, że im nie podołał nawet sam Zbigniew Stoliński. Noc była wyjątkowo męcząca, że co niektórym marzyła się nawet „babcia”. Po wielu perypetiach zastąpił ją mile tamtejszy ks. proboszcz. Powróciliśmy pełni nadziei, mimo własnych tęsknot, przeżywając to pierwsze spotkanie z naszą Matką.

Ćwiczyliśmy bardzo intensywnie, przygotowując się tą pracą w sposób szczególny na przybycie do naszej parafii Kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. W sobotę, 15 października odbyła się próba generalna z orkiestrą kameralną; prześpiewaliśmy z nimi wszystkie pieśni, a nasze zdziwienie było tak ogromne, że z takimi muzykami potrafiliśmy całkiem nieźle zaśpiewać. Mamy nadzieję, że będziemy to robić częściej.

W środę 19 października 1988 roku Kopia Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej nawiedziła naszą parafię. Przyjęliśmy ją wszyscy z wielką radością składając przed Nią troski, tęsknoty, nadzieje nawet te najbardziej skryte, wierząc, że tylko Ona nie odmówi, pomoże, wyjedna nam wiele łask u swego Syna. Uroczystość ta odbyła się w kościele będącym jeszcze w budowie, w którym po raz pierwszy miała być odprawiana Msza św. Można więc powiedzieć, że do tej świątyni Matka Boża otworzyła na drzwi.

Śpiewaliśmy na Mszy św. o godz. 18.00 i bardzo dobrze wyszło. Mszę św. odprawiono pod przewodnictwem J. E. ks. bpa Mariana Przykuckiego. O 22.30 – Koncert Maryjny na Chór (nasz) i Orkiestrę Kameralną przy współudziale aktorki z teatru im. W. Horzycy. Solistami naszego chóru byli: Małgorzata Trzpil, Zbigniew Stoliński i Wincenty Kwaśniok. Dyrygowali ks. Zbigniew Markowski i Henryk Klimczak. Był to najlepszy koncert jaki dotychczas daliśmy – cały Toruń chwalił.

Po koncercie w rozmowach z księżmi dowiedzieliśmy się, że do konfesjonałów przystępowały osoby mówiąc, że ten śpiew ich tak wzruszył iż po wielu latach postanowili się wyspowiadać. Myślę, że powinniśmy bardzo się cieszyć, że nasza praca została wynagrodzona i chociaż w małym stopniu mogliśmy pomóc Matce Bożej. Wyśpiewaliśmy wiele, a nadziei nie możemy tracić, bo z tego wiele dane zostało także i dla każdego z nas osobno. W następny dzień śpiewaliśmy o godz. 16.00 na Mszy św. pożegnalnej, której przewodniczył J. E. ks. bp Sufragan Andrzej Śliwiński. Od nas Obraz Matki Bożej przejęła Parafia Rubinkowo II.

Nie było to całkowite pożegnanie z Obrazem Matki Bożej. ponieważ członkowie naszego chóru śpiewali jeszcze w chórze połączonym w innych parafiach Torunia i tak: 21. 10. 88 w piątek w parafii Rubinkowo I, 22. 10. 88 o godz. 15.00 na ogólnomiejskim powitaniu Obrazu na Rynku Staromiejskim i 29. 10. 88 w parafii św. Józefa na Bielanach.

Chociaż krótkiego komentarza wymaga powitanie Obrazu Matki Bożej na Rynku Staromiejskim. W to sobotnie popołudnie przybyły tłumy torunian i mieszkańcy okolicznych miejscowości, aby przeżyć tę nie każdemu daną chwilę. Msza św. została odprawiona pod przewodnictwem J. E. ks bpa Ordynariusza Mariana Przykuckiego w koncelebrze z pozostałymi biskupami naszej diecezji, tj. Zygfrydem Kowalskim, Andrzejem Śliwińskim i Janem Szlagą. Kazanie wygłosił Ordynariusz diecezji Warmińskiej ks. bp Edmund Piszcz, którego tematem głównym była nadzieja, nadzieja nas wszystkich Polaków, nadzieja nas wszystkich wierzących, nadzieja nas wszystkich ludzi. Połączony chór wszystkich toruńskich parafii pod dyrekcją p. Romana Gruczy wykonał kilka utworów Maryjnych, m.in. „Ze świtaniem rannej zorzy”. Chór w tym pięknym i trudnym utworze wypadł dobrze, ale liczebnie…

Po tych wielkich na miarę czasu uroczystościach Maryjnych przystąpiliśmy do opracowywania kolęd. W międzyczasie w sobotę 26 listopada obchodziliśmy uroczyście święto chórów kościelnych, czyli św. Cecylii. W tym roku przesunięte ze względów praktycznych na najbliższą sobotę. Obchodziliśmy tradycyjnie jak co roku rozpoczynając Mszą św., później w salkach na górze uroczystą kawą. Do tej drugiej części wyjątkowo dobrze przygotował się kolega Zbigniew Stoliński, do tego stopnia, że ponumerował sobie dowcipy z określeniem, w jakim czasie je mówić. I mówił.

Następne jesienne wieczory każdego poniedziałku i czwartku spędziliśmy na przygotowaniu kolęd. Śpiewaliśmy w każdy dzień Świąt i wszystkie niedziele okresu Bożego Narodzenia.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, Zawartość tej strony dostępna jest na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License