Lata 1993 - 1997

Poszczególne części naszej Kroniki:
* Lata 1982 - 1987
* Lata 1988 - 1992
* Lata 1993 - 1997
* Lata 1998 - 2002
* Lata 2003 - 2007

TOM DRUGI

początkowych kart brak zdążyć na 10.00 do Jastrzębia. Chór się cały zebrał, nogami zaczął stukać, bo mróz nie skąpił (około -200 C) a autobus nie przybywał. Czekaliśmy godzinę, co mniej wytrzymałe ściągnęły nawet właściciela firmy przewozowej pana (…) , a autobusu dalej nie było. Wreszcie około 10.00 nasz dyrygent wpadł na genialny pomysł, że ma znajomych w firmie pogrzebowej (a zawsze była mowa, że „fachowcem” od pogrzebów jest Zbyszek Stoliński), przedzwonił i po pół godzinie przyjechał autobus marki „Rzęch”. Zapakowaliśmy się, ks. kanonik jeszcze nam pobłogosławił mówiąc: „No to jadźta odprawić ten pogrzeb”. Ruszyliśmy w tempie oczywiście pogrzebowym, bez ogrzewania, bo pasażerowie karawanów tego nie znoszą i tak pędząc maksymalnie z górki 40 km/godz. o 13.00 byliśmy już w Cielętach, ogrzewając swoje obmarzłe członki wyborną grochówką z dobrą wkładką.

O 16.00 nasi proboszczowie, tj. ks. Zbyszek i ks. Tadeusz odprawili mszę św., na której chór wykonał wszystkie kolędy i części stałe. Śpiew nasz wyszedł dobrze a wdzięczność i uśmiechy ludzi przybyłych z odległych zakątków parafii mimo mrozu, wtedy już ponad -220 C były dla nas największą zapłatą. Po skończonych modlitwach i powrocie na ciepłą plebanię dane nam było zaczerpnąć tego „ciepła” tak, że każdy z nas wiedział co robić z tak „pięknie rozpoczętym wieczorem”. Około 18.00 zapakowaliśmy się do naszej „Błękitnej Strzały” i po dwóch godzinach, tym razem już przy włączonym ogrzewaniu dotarliśmy do Torunia. Był to nasz pierwszy wyjazd w tym roku, a planowanych jest bardzo dużo. Zaczęliśmy się zastanawiać czy ten dzisiejszy autobus to nie jakieś signum niepowodzeń transportowych dla nas na następne wyjazdy.

6 stycznia ks. kanonik zorganizował nam tradycyjny Opłatek. Miał on trochę inny charakter, bo poza chórem uczestniczył na nim nasz sponsor, prof. dr hab. Jerzy Witold Wiśniewski wraz ze swoją żoną. Prof. Wiśniewski pokrył przeważającą część kosztów uszycia bluzek dla naszych pań. O godz. 18.00 na mszy św. występowaliśmy z kolędami kończąc ten koncert na cześć naszych sponsorów już na plebanii w radosnym, opłatkowym nastroju. Minął nam ten wieczór w poczuciu nadziei na nadchodzący rok.

Już tradycyjnie co jakiś czas śpiewamy i modlimy się w parafii Ciała i Krwi Pańskiej na Rubinkowie II w podzięce za zaangażowanie i poświęcenie się dla naszego chóru kilku członków pochodzących z tamtej parafii. 24 stycznia o godz. 13.00 chór nasz swą obecnością uświetniał liturgię mszy św.

4 dni później, tj. 28 stycznia wyjechaliśmy z koncertem kolęd do Brodnicy. Zaprosił nas dyrektor brodnickiego Domu Kultury na tzw. „Dni Brodnicy”. Śpiewaliśmy w brodnickiej farze o 18.30 na mszy św. Wspaniała akustyka tej świątyni (no i oczywiście nasz poziom) spowodowały, że koncert był wyjątkowo udany. Ksiądz dziekan oficjalnie dziękował życząc długich lat działania i takiego poziomu. Po koncercie dyr. Domu Kultury pan Konopka zaprosił nas do siebie na herbatę i ciasto, składając jednocześnie podziękowania z nadzieją na dalsze kontakty. Tym razem podstawiono przyjemny autobus, dzięki któremu dojechaliśmy w cieple i szybko w obydwie strony. W drodze powrotnej szczególną pomoc wyświadczyła „lornetka” dyrygenta, która wyostrza dowcip a zaćmiewa wzrok.

Aby nie wypaść z formy, a przede wszystkim swym śpiewem chwalić Boga i służyć innym ludziom, w dniu 11 lutego wystąpiliśmy na Rubinkowie II na mszy św. koncelebrowanej przez ks. bpa ordynariusza z okazji spotkania z chorymi diecezji toruńskiej w międzynarodowy dzień chorych. Cała uroczystość była transmitowana przez Radio Maryja. Wykonaliśmy następujące utwory: „Przychodzi kapłan wybrany”, części stałe mszy św. (oprócz „Sanctus” – „artysta” tam grający chciał się popisać przez radio swoim głosem – popisał się, ale brakiem słuchu), „Verbum supernum”, „Jako róża” i „Pójdźmy do Pana”. Mieliśmy okazję zobaczyć jak bardzo niektórzy w swojej chorobie cierpią a jak jednocześnie swoją postawą pokory wobec Boga swoim cierpieniem za nas wszystkich – całą ludzkość się modlą.

Jednym z bardziej prestiżowych występów naszego chóru w ostatnim czasie było uczestnictwo w przeglądzie pieśni pasyjnej chórów diecezji kaliskiej i włocławskiej (można powiedzieć, że od tego roku także i toruńskiej) we Włocławku. Wyjechaliśmy o godz. 7.30, po dotarciu na miejsce próba. Śpiewaliśmy na dwóch mszach św. (Przegląd ten ma taką tradycję, że w każdą niedzielę Wielkiego Postu występuje inny chór, po Niedzieli Palmowej jury wydaje opinię na temat przesłuchanych zespołów - w załączeniu oficjalny werdykt opublikowany w katolickim czasopiśmie diecezji włocławskiej) o godz. 10.00 (dla wojska) i o godz. 11.30 dla dzieci. Wykonaliśmy nast. utwory: „Pójdźmy do Pana”, „Przed tronem Twoim”, „Kyrie eleison”, „Golgota” – którą trzeba było zacząć od początku jeszcze raz, bo nie słyszeliśmy jak dyrygent podawał głosy, „Sanctus”, „Baranku Boży” no i gwóźdź programu „Oto drzewo krzyża” Stanisława Moniuszki, solo wykonał Zbigniew Stoliński. Utworem tym i niemożliwym głosem Zbyszka została położona wszelka konkurencja. Wiele lepiej by zabrzmiał ten utwór, gdyby pan grający akompaniament na organach umiał to grać. Na zakończenie zaśpiewaliśmy „Ludu mój ludu”.

Między jedną a drugą mszą św. poczęstowano nas herbatą i ciastem (herbata zgubnie zadziałała na niektóre soprany) – podobno wyjątkowo nas tylko tak zaszczycono (w zbiorach chóru w załączeniu kaseta video). Po powrocie do Torunia każdy jak mógł świętował to wydarzenie, jedni obiadem proszonym, inni jeszcze w inny sposób… A niewątpliwie było to wydarzenie bardzo znaczące dla naszego chóru, jakby otwarcie się na świat i wyjście poza tylko dotychczas określone kręgi.

Z tym samym repertuarem wystąpiliśmy w tym Wielkim Poście jeszcze dwukrotnie. Najpierw 18 marca w naszej świątyni parafialnej na zakończenie rekolekcji wielkopostnych o godz. 18.00. Oczywiście „Drzewo krzyża” Stanisława Moniuszki w wykonaniu Zbyszka Stolińskiego i mistrzowska gra naszego dyrygenta na organach zrobiło na wiernych kończących okres refleksji rekolekcyjnych wielkie wrażenie. Na ofiarowanie dodatkowo Zbyszek wykonał solo pt. „Wiatr w przelocie” do słów Teofila Lenartowicza; utwór wyjątkowo polski, pełen romantyzmu i zadumy.

Następnie 28 marca z tym repertuarem wystąpiliśmy w Katedrze św. Janów. Znowu utwór „Oto Drzewo Krzyża” przy akompaniamencie organów katedralnych i całej powagi katedry podkreślił znaczenie i poziom naszego chóru. Tak się złożyło, że na tej Mszy św. był organista z Berlina, który po wysłuchaniu niektórych utworów wszedł do naszego dyrygenta na chór odpowiednio mu gratulując. Było to nasze pierwsze wystąpienie i pokazanie się z dobrej strony w katedrze św. Janów, matce kościołów Diecezji Toruńskiej. To wystąpienie zaważyło o stałym naszym miejscu na chórze katedry. Jakby niektórzy powiedzieli, że została nasza noga w tych drzwiach i już nikt nam tych drzwi nie zamknie, nawet najwięksi wrogowie – też z tego chóru (katedralnego).

Święta Wielkanocne przypadły w tym roku 11-12 kwietnia. Śpiewaliśmy w każdy z tych dni tradycyjnie o godz. 10.00. Nowym utworem, który został pierwszy raz wykonany w tych dniach był „Psalm 29” w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego „Nieście chwałę mocarze” do muzyki Mikołaja Gomółki. 18 kwietnia o godz. 18.00 uczestniczyliśmy w uroczystej liturgii z okazji odpustu w nowopowstałej parafii Miłosierdzia Bożego w Toruniu na Koniuchach, nota bene tę parafię proponował kiedyś ks. biskup naszemu ks. Zbyszkowi. Wykonaliśmy stałe utwory i ze względu na okres, wielkanocne.

Nastąpił wreszcie od półrocza zapowiadany dzień 25 kwietnia, czyli uczestnictwo we Mszy św. w kościele św. Krzyża w Warszawie, transmitowanej na całą Polskę i poza przez Polskie Radio. Wyjechaliśmy z Torunia tuż po 3.00 nad ranem. Zajęliśmy miejsca wraz z ks. kanonikiem i tak zaczął się „najważniejszy dzień w naszym życiu” (mówiąc pamiętnymi słowami wypowiedzianymi we Lwowie). Do Warszawy dojechaliśmy krótko po godzinie siódmej. Wymarsz z autokaru przez tylny dziedziniec do przeznaczonej nam salki z fortepianem. Oczywiście, na początek wyjątkowe powodzenie miało pewne pomieszczenie, zdominowały je panie nie dając żadnych szans panom. Każdy coś zjadł, aby z wrażenia się później nie przewrócić, założył strój pontyfikalny i poddał się całkowicie krzyczącemu dyrygentowi. Próbowano wszystkiego po trochu, aż przyszedł miejscowy organista, nota bene wyjątkowo młody człowiek w czerwonym sweterku. Posłuchał co my umiemy, a gdy Gulaja mu zaryczał, żadnych już obiekcji nie miał, stwierdzając, że dobrych nie przesłuchuje. Krótko przed rozpoczęciem Mszy św. krętymi korytarzykami wprowadzono nas do prezbiterium przed ołtarz główny, zakazując jednocześnie siadania, klękania a także przewracania się.

Dokładnie gdy zegar wybił godzinę 9.00 weszła służba liturgiczna, a na samym końcu nasz ks. kanonik w towarzystwie ks. biskupa białostockiego. Chór wraz z ludem w towarzystwie organów śpiewał drugą i trzecią zwrotkę „Wesoły nam dzień dziś nastał”. Rozpoczęła się Msza św., następnie wykonaliśmy „Kyrie eleison” w języku greckim w opracowaniu Józefa Świdra. W czasie liturgii słowa psalm zaśpiewał Zb. Stoliński – dając tym do zrozumienia, że w Toruniu też ludzie mają basy, na głosy natomiast chór „Alleluja”, werset oczywiście Zbyszek.

Nastąpiło długie i namiętne kazanie ks. biskupa; widocznie w Białymstoku uważają, że im dłużej się mówi, tym więcej nawróceń, podejrzewam, że w Warszawie akurat ta zasada działa odwrotnie. Na ofiarowanie zaśpiewaliśmy „Cantate Domino” – Pitoniego, które wykonane zostało wyjątkowo po mistrzowsku, nawet podobało się samemu dyrygentowi i soprany nie dały mu satysfakcji aby mógł na nie pokrzyczeć. Później „Baranku Boży” i na komunię „Verbum supernum”. Cały występ można określić jako jeden z najlepszych naszego chóru.

Dzień był wyjątkowo upalny, zaraz po zakończeniu Mszy św. znaczna część chóru udała się na Stare Miasto, oglądając Zamek Królewski, Katedrę i grożącego szablą sopranom Kilińskiego. Pani Maria Świercz łaskawie wyraziła zgodę dyrygentowi i pozwoliła, jako „absolwentka” tej szkoły zrobić sobie wspólne zdjęcie pod tablicą „Wyższa Szkoła Baletowa”. Szybki powrót do autokaru i następny koncert w warszawskiej parafii p. wezwaniem św. Łukasza. Tu wielcy artyści osiedli na laurach i nie był to już ten poziom co do południa. W powrotnej drodze zwiedziliśmy jeszcze siedzibę Akademii Teologii Katolickiej (uczelnię naszego ks. proboszcza i dyrygenta) i Prymasowskie Seminarium Duchowne. Po kilku przystankach, zmęczeni, do Torunia przyjechaliśmy około godz. 21.00.

Dzień odpoczynku i dwa dni śpiewu u nas w parafii z okazji udzielenia sakramentu bierzmowania tj. 27 i 28 kwietnia. 30 kwietnia delegacja naszego chóru uczestniczyła w pogrzebie dyrygenta chóru „DZWON”, śp. Edmunda Klebby. Nasz dyrygent dokładnie w swoje 33 urodziny poprowadził ten sędziwy chór, żegnający swego długoletniego kierownika i przyjaciela.

W uroczystość Matki Bożej Wspomożenia Wiernych 24 maja, śpiewaliśmy na Mszy św. transmitowanej przez Radio Maryja w kościele św. Józefa na Bielanach. Wykonaliśmy części stałe i „Przecudne oblicze”, do którego akompaniament wykonała młoda, chętna z nami współpracować organistka. Przy tej pieśni miało miejsce wiele dziwnych okoliczności, oczywiście nie z winy wykonawców, ale służby obsługującej radio. Otóż Zbyszka przerzucano od mikrofonu do mikrofonu, czyli latał wokół ołtarza, dyrygentowi natomiast latała grzywka. No i jak zwykle soprany dały plamę w „Alleluja” – zapowietrzyły się, czyli wydały z siebie jęk rozpaczy i trzeba było zabieg powtórzyć. Premierowo, na bis wykonaliśmy nowy utwór pt. „Od jutrzenki”.

29 maja w Toruniu odbyły się ogólnopolskie uroczystości Święta Ludowego. O godz. 12.15 w katedrze została odprawiona w tej intencji uroczysta Msza św., którą swym śpiewem uświetniał nasz chór. Oficjalne zaproszenie otrzymaliśmy od Prezesa wojewódzkiego PSL z zapewnieniem wdzięczności. Minęły miesiące, a wdzięczności niestety brak. Zaśpiewaliśmy tak dobrze, że dzięki temu PSL we wrześniowych wyborach weszło ze zdecydowaną siłą do parlamentu. Wykonaliśmy wszystkie części stałe, tylko Zbyszkowi p. Grucza (p.o. organisty) nie pozwolił zaśpiewać psalmu, bo sam chciał pokazać jak nie (…) co mu się z powodzeniem udało. Na zakończenie wszyscy uczestnicy uroczystości zaśpiewali „Rotę”.

W tym roku obchodziliśmy Boże Ciało 10 czerwca. Był to bardzo upalny dzień i dużo chodzenia. Nowe władze Prześwietnej Kurii uchwaliły, że będą w Toruniu tylko dwie procesje – jedna do południa z udziałem ks. biskupa na Starym Mieście, aż do Chrystusa Króla i druga z I Rubinkowa przez II Rubinkowo i Msza św., do nas na Skarpę też z udziałem ks. biskupa (biedny ten biskup). Konkurencyjny chór z I Rubinkowa też chciałby zaśpiewać, ale nasz dyrygent, który jednocześnie z obowiązku jest tam dyrygentem wszystkich wymanewrował, łącznie z ks. prałatem Porzychem. No i dobrze im tak, zasłużyli na to, że to nam przyszło przebyć tych trochę kilometrów.

Pierwszy ołtarz był przed nowobudowanym kościołem na Rubinkowie I, drugi przy granicy tego Rubinkowa, trzeci i Msza św. na Rubinkowie II. Przy tym upale i marszu też nawet śpiewaliśmy czując na plecach oddech konkurencji. Mimo to poradziliśmy sobie z tym wszystkim i oczywiście przy czwartym ołtarzu (największy ołtarz w kościele Powszechnym), który był przy wejściu do naszego kościoła – łącznie z wieżą i sztucznymi dzwonami, zaśpiewaliśmy aż dwa utwory.

Po zakończeniu pytano skąd przybył tak dobry chór – byli to nasi parafianie, ale ostatnio jesteśmy bardziej znani w całej Polsce niż we własnej parafii. Mimo zmęczenia i może innych jakichś śmiesznych sytuacji był to dzień wielkich przeżyć religijnych. Czuliśmy wszyscy tę wielką radość wędrówki wśród naszych domostw i bliskości z Chrystusem z tą największą nadzieją wszystkich ludzi. W wielu z nas pozostał w pamięci mały chłopiec, wędrujący od początku pośród nas w tunice z przykładnie złożonymi rękami, jakby symbol tej wędrówki nadziei.

W dwa dni później, 12 czerwca Wikariusz Generalny, ks. Zdzisław Wyrowiński zaprosił nasz chór do katedry na godz. 10.00, gdzie ksiądz Biskup Ordynariusz Andrzej Suski udzielił 12 alumnom święceń diakonatu. Śpiewaliśmy tradycyjnie z chóru w towarzystwie tradycyjnie niemiłego p.o. organisty. Uroczystość trwała ponad 1,5 godziny, wykonaliśmy części stałe i znane już utwory.

15 czerwca zebraliśmy się na godz. 15.00 u nas w kościele, aby wspólnie się modlić i pożegnać naszego długoletniego organistę Tadeusza Kamińskiego, który zmarł w piątek 11 czerwca 1993 r. Mszę św. koncelebrowało 12 kapłanów (między innymi nasz ks. Zbyszek z Jastrzębia), później zwłoki przewieziono do rodzinnej miejscowości śp. Tadeusza – Bobrownik. Natomiast na chórze od samego początku robiło się gęsto, bo co chwilę wpadał jakiś organmajster z zamiarem grania. Jednakże nasz dyrygent odpowiednio im to wytłumaczył, a gdy sam zagrał, w spokoju odstąpili od organów. Wyjątkiem był podstarzały „playboy”, który podczas komunii św. swoim śpiewem dał się poznać jako „nieudaczny Grechuta”. Myślę, że tak znana cierpliwość Tadeusza tej próby by też nie wytrzymała…

20 czerwca wyjazd nasz wraz z muzykami Toruńskiej Orkiestry Kameralnej do Pabianic, nowej parafii, też św. Maksymiliana, na uroczystą mszę św. z okazji XXV-lecia święceń kapłańskich tamtejszego ks. proboszcza. Wyjazd o godz. 6.30 i wzajemne zbieranie się po drodze. Dojechaliśmy ok. godz. 10.00 próba, pełna gala i o 11.00 zaczęło się. Wszedł długi, triumfalny orszak z wszystkimi dostojnikami, ks. Arcybiskupem Łódzkim seniorem i juniorem (Ziółek) i oczywiście najdostojniejszym jubilatem. W tym czasie śpiewaliśmy „Przychodzi kapłan wybrany”. Później, około 2 godzin wszystkie stany składały dostojnemu jubilatowi homagium. Z naszej strony nasz dyrygent (nota bene poprzednio pracował tu jako organista) przekazał pamiątkowy album mówiąc przy tym bardzo żałosnym głosem (był przeziębiony). My zaś zaśpiewaliśmy z tej okazji premierowy utwór „Tyś na wieki już kapłanem”. Z orkiestrą wykonaliśmy części stałe, „Panis angelicus” i w obsadzie międzynarodowej „Laudate Dominum”. Kazanie wygłosił nie na temat (ustalono telefonicznie inny psalm) ks. Arcybiskup Ziółek – była to wielka improwizacja.

Pod koniec tej uroczystości nogi nam wrosły w te części ciała, które orkiestrze zrobiły się płaskie od siedzenia. Była to uroczystość, jakiej mogą pozazdrościć najwięksi dostojnicy kościoła, miejscowi ludzie użyli określenia „msza papieska” i pomyłki w tym nie było. Kto co miał zmęczone szybko zregenerował po obfitym i smacznym obiedzie, tudzież dobrym piwie. Obok naszego chóru wystąpił na swoją zgubę miejscowy chór i zespół dziecięcy z okolic Opola. Pełni radości też z wzajemnych postaw, a szczęśliwi po dwóch przystankach w powrotnej drodze, w okolicach wieczoru dotarliśmy z powrotem do Torunia.

Tydzień później 27. 06. br. śpiewaliśmy w naszej świątyni na uroczystych prymicjach ks. Adama (dostał dekret do parafii św. Krzyża w Grudziądzu). Zaśpiewaliśmy na wejście premierowy utwór z Pabianic „Tyś na wieki już kapłanem”, części stałe i inne znane utwory.

Na zakończenie tego bardzo obfitego w wyjazdy i koncerty roku, już bardziej wakacyjnie, tradycji stało się zadość i pojechaliśmy 4 lipca na odpust do ks. Zbyszka Markowskiego do Jastrzębia. Jak w poprzednich latach, Msza św. została odprawiona na cmentarzu przez naszego kanonika A. Klempa w koncelebrze z ks. Fr. Lisińskim i ks. Kaz. Wierzbickim, który był jednocześnie kaznodzieją odpustowym. Zaśpiewaliśmy dobrze, bo wszystkim się podobało, później obiad w sąsiadującym z plebanią Domu Kultury i radosne powroty do Torunia. Edek tym razem nie gniewał się, ale za to biegł po zapomniane okulary.

Przed nami wakacje, ale tylko z nazwy. Przygotowujemy się do inauguracji Roku Kultury w Toruniu 1993/94. Nasz dyrygent wymyślił utwór z liturgii prawosławnej pt. „Pieśń Cherubinów”. Młotkujemy więc w języku starocerkiewnym, a konkurencja niech już się boi. 14 sierpnia chór zaśpiewał chociaż w niepełnym składzie na naszym odpuście św. Maksymiliana. Po długich negocjacjach w sprawie terminu, na górze ustalono, że Inauguracja Roku Kultury w Toruniu odbędzie się 6 października o godz. 18.00 w naszym kościele w połączeniu z XI rocznicą kanonizacji św. Maksymiliana, XI Tygodniem Kultury Chrześcijańskiej i 750-leciem Diecezji Chełmińskiej. Dużo tego jak na jeden raz.

Uroczystość tę zapowiadały plakaty, zaproszenia, prasa, radio, telewizja i nasz ks. proboszcz w niedzielnym kazaniu. Przybyli na tę uroczystość: wojewoda toruński, prezydent Torunia, przedstawiciele samorządów, nasi dobrodzieje i inni goście. Obok naszego chóru, po Mszy św. wykonał 3 utwory chór „Copernicus”, wystąpiła także Toruńska Orkiestra Kameralna pod dyr. nowego dyrygenta, pana Szymańskiego, który nota bene bał się wspólnego z nami wykonania znanych już utworów; decyzję swoją motywował nieznajomością poziomu naszego chóru. Później poznał i zmienił zdanie. Na wejście ks. Biskupa wykonaliśmy „Przychodzi kapłan wybrany”, następnie „Cantate Domino”, „Kyrie”, którego wykonanie nawet sam dyrygent chwalił, na ofiarowanie „Pieśń Cherubinów” i zakończyliśmy swój występ wykonaniem „Baranku Boży”. Orkiestra wykonała utwór na dziękczynienie i na zakończenie fragment z „Czterech pór roku” – „Wiosna”. Jak wypadł nasz chór na tle całości niech świadczy opinia wspomnianego już dyrygenta orkiestry kameralnej, który po uroczystościach oświadczył: „Nie spotkałem lepszego chóru kościelnego w Polsce”. Taka pochwała zobowiązuje i nasz dyrygent już dobrze wie, co dalej robić. Przygotowujemy wiele nowych, pięknych kolęd, aby w okresie Świąt Bożego Narodzenia wykonać kilka koncertów w różnych miejscach Torunia i poza.

W dniu 1 listopada b.r. w uroczystość Wszystkich Świętych chór nasz wystąpił w kościele oo. Jezuitów na Mszy św. o godz. 19.00, ofiarowanej za osoby pomordowane w Katyniu. Na uroczystość tę zaprosiła nas Federacja Rodzin Katyńskich. Dzień ten w swojej oprawie jesiennej i samego charakteru, a szczególnie druga jego połowa jest pełna refleksji nad powołaniem człowieka, jest jakby zetknięciem ze śmiercią ale także zwycięstwem nad nią – Zmartwychwstaniem. W takim też duchu udaliśmy się do kościoła Akademickiego, żeby tam swym śpiewem uświetnić uroczystość i modlić się wspólnie za tych, których w bestialski sposób pomordowano. Śpiewaliśmy od ołtarza w pełnym umundurowaniu, nasz dyrygent zagrał całą liturgię na organach, które jak zawsze załatwia, pełen oddania naszemu chórowi pan Marian Grocholewski.

Na wejście zaśpiewaliśmy „Przed tronem Twoim”, później „Kyrie”, lekcje odczytali członkowie naszego chóru: pierwszą Beata Fiszer, drugą prezes, psalmy międzylekcyjne tradycyjnie Zbyszek Stoliński. Na ofiarowanie „Pójdźmy do Pana”, później „Sanctus”, po którym ojciec Jezuita dalszy ciąg Mszy św. odprawił w języku łacińskim. „Amen” oczywiście panie musiały skopać – bo co to byłby za koncert, „Baranku Boży” poszło gładko. Niewątpliwie największe wrażenie na słuchaczach i nie ukrywając, także i na nas wywarło „Drzewo Krzyża”. Przy tak wspanialej akustyce i niesamowitym głosie Zbyszka Stolińskiego i oczywiście samym charakterze utworu, jest co przeżywać. Na kościele można było zauważyć u niektórych wiernych płynące łzy po twarzach. Akompaniowała nam na organach, zresztą nie po raz pierwszy, Lidia Ciesielska. Na zakończenie zaśpiewaliśmy z ludem „Wieczny odpoczynek..”

Bardzo pięknie nam podziękowano oklaskami, celebrans powiedział „Dziękuję bardzo za wspaniały śpiew na takim poziomie w imieniu swoim i myślę w imieniu tych, którzy tam przed laty w cierpieniach umierali”. Nie trzeba chyba tu nic komentować. OO Jezuici jeszcze raz w zakrystii nam podziękowali, a dyrygentowi i soliście wierni, którzy do nich podchodzili. Zostaliśmy zaproszeni na okres Bożego Narodzenia z kolędami.

W dniu 21 listopada, Święto Chrystusa Króla zaśpiewaliśmy w katedrze toruńskiej, jakby antycypując uroczystość św. Cecylii z 22 b. m. Najpierw próba i nerwy na spóźniających się, była umowa że rozpocznie się ona o 17.00, część ludzi przyszła daleko po tym czasie i jeszcze z pretensjami. Dyrygent się wściekł. W tym dniu wykonaliśmy: „Pieśń o św. Cecylii”, „Christus regnat”, „Kyrie”, „Pieśń Cherubinów”, „Sanctus”, „Baranku Boży”, „O sacrum convivium”, „Czego chcesz od nas Panie” i „Cantate Domino”. Mimo zimna, że aż nogi drżały, śpiewaliśmy z prezbiterium i wyszło dobrze.

W sam dzień św. Cecylii tradycyjnie śpiewem zachwycaliśmy pusty kościół na Rubinkowie III. No ale święto to jest przede wszystkim nasze. Zaśpiewaliśmy od ołtarza podobny repertuar jak w katedrze z wyjątkiem „Pieśni Cherubinów” i „Kyrie”. W to miejsce weszły odpowiednio Ps. 29 „Nieście chwałę mocarze” i „Panie zmiłuj się nad nami”. Też dobrze wyszło, bo nawet sopranom nie było co zarzucić.

Po mszy św. w kościele wszyscy zebraliśmy się przy stole na plebanii. Przemówienia kolejno wygłaszały następujące osoby: dyrygent, prezes i ks. kanonik. Dyrygent czytał Pismo św. i tradycyjnie zabrał letnie wakacje twierdząc, że w związku z wielkim wrześniowym koncertem czas na to nie pozwala. Obiecywał, że będzie telewizja i wielu wielkich tego świata. Prezes podziękował za dotychczasowy wkład pracy wszystkich członków chóru i apelował o jedność, która jest podstawą w powodzeniu i sukcesach całego zespołu. Ks. kanonik też o wszystkim mówił, m.in. o mających się odbyć w marcu Misjach św., na których chór powinien zaśpiewać.

Nasze WIELKIE KOLĘDOWANIE w okresie Bożego Narodzenia 1993 roku rozpoczęliśmy lekką rozgrzewką już przed świętami 20 grudnia w SP nr 18. Zaśpiewaliśmy część kolęd, które młotkowaliśmy w ostatnim czasie. Akustyka sali wyjątkowo zła, duszno, a występujących więcej niż widowni. Jednak ci, którzy nas słuchali z dyrekcją na czele byli zachwyceni naszym chórem. Nasz pan dyrygent przed ostatnim utworem powiedział kilka ciepłych słów, co też zostało z radością przyjęte.

W każdy dzień świąt śpiewaliśmy na sumie o g. 10.00; najbardziej wszystkim wiernym słuchaczom podobały się dwie kolędy tj. w rytmie chodzonego – poloneza „Serca ludzkie się radują” z akompaniamentem organów i kolęda „o nożu”, czyli „Nuż my dziś krześcijani”. W drugim dniu świąt podczas schodzenia z chóru przewróciła się Marysia Lis i złamała rękę, bardzo cierpiała, założono jej gips i po krótkim czasie doszła do formy.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, Zawartość tej strony dostępna jest na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License