Poszczególne części naszej Kroniki:
* Lata 1982 - 1987
* Lata 1988 - 1992
* Lata 1993 - 1997
* Lata 1998 - 2002
* Lata 2003 - 2007
W równie świątecznej atmosferze minęło nasze chóralne spotkanie opłatkowe, które jak corocznie odbyło się na „pokojach księdza proboszcza”. Jak zwykle panie upiekły ciasto, panowie zadbali o napoje. Były przemówienia, życzenia, zapowiedzi przyszłych koncertów i obietnica ciężkiej, wytężonej pracy. Ten „opłatek” różnił się nieco od poprzednich, gdyż było to pierwsze świąteczne spotkanie, w którym uczestniczył nasz nowy dyrygent – pan J. Galewski. Jak się później okaże, był to nasz wspólny pierwszy i ostatni „opłatek”. Święta szybko stały się wspomnieniem, trzeba było wracać do codzienności. Dla nas oznacza to powrót do prób i przygotowań do Świąt Wielkiej Nocy.
W międzyczasie przygotowujemy się także do wzięcia udziału w festiwalu organizowanym przez Księży Michaelitów. Jest to I Festiwal Muzyki Sakralnej Diecezji Toruńskiej, nad którym patronat przyjął ks. biskup Andrzej Suski i parafia św. Michała Archanioła. Na tę okazję dyrygent napisał pieśń pt. „O Michale Archaniele”, którą z wielkim mozołem staramy się opanować. Nie ukrywamy, że jest to trudny utwór i niejednokrotnie przysparza nam wielu kłopotów. Jednak cóż to będzie za radość, gdy uda nam się go opanować!
Jak grom z jasnego nieba spadła na nas smutna wiadomość o śmierci żony naszego dyrygenta. Wszyscy bardzo głęboko to przeżyliśmy, zwłaszcza, że mieliśmy okazję osobiście poznać tę niezwykle sympatyczną kobietę na uroczystości piętnastolecia. Panu Januszowi składamy wyrazy współczucia i solidaryzujemy się z nim w tych trudnych dla niego chwilach.
Święta Wielkiej Nocy minęły spokojnie. Na ten rok nie przygotowaliśmy nowych utworów, gdyż naszą całą energię i uwagę zwróciliśmy w stronę mającego się niedługo odbyć festiwalu. Postanowiliśmy jednak, że w tym roku zaśpiewamy także w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Nie czynimy tego corocznie, więc radość była tym większa.
Święta minęły a my przygotowywaliśmy się do festiwalu. Bardzo chcieliśmy wziąć w nim udział i sprawdzić swoje możliwości, ale przed nami niespodziewanie mnożyły się różnorakie trudności. Nasz dyrygent wzywany po śmierci żony przez ojcowskie obowiązki, musiał wyjechać do Bydgoszczy. W tej sytuacji pozostaliśmy bez dyrygenta. Popłoch był tym większy, że przygotowywany specjalnie na festiwal utwór pt. „O Michale Archaniele” nie był do końca opanowany, a czas gonił. Na szczęście jeden z basów – Marian Grocholewski zgodził się przejąć obowiązki dyrygenta i poprowadzić nas do festiwalu (i jak się później okaże - do sukcesu). Zarządził dodatkowe próby i rozpoczęliśmy kolejne potyczki z „Michałem”. Powoli widać (a raczej słychać) było efekty tej pracy. Utwór został opanowany.
Nadszedł 1 maja – długo przez wszystkich oczekiwany dzień, nie tyle z racji swojej przeszłości, ile z mającego się odbyć w tym dniu festiwalu. Wcześnie rano pod kościołem pw. św. Michała Archanioła zgromadziły się tłumy śpiewaków z różnych stron diecezji toruńskiej. W sumie, w konkurencyjne szranki stanęło 13 chórów. Były wśród nich chóry młodzieżowe i dorosłe, mieszane jak i jednogłosowe. I Festiwal Muzyki Sakralnej Diecezji Toruńskiej otworzyło wspólne wykonanie „Gaude Mater Polonia”. Wrażenie, jakie wywarł ten utwór zaśpiewany przez prawie 450 osób, było ogromne. Zaraz po tym rozpoczęły się przesłuchania chórów, które występowały według wcześniej wylosowanej kolejności. My stanęliśmy przed szacownym jury jako trzeci. Po krótkiej prezentacji naszej historii i dorobku, której dokonał prowadzący (nota bene był nim Roman Grucza) zaśpiewaliśmy to, co przygotowaliśmy na tę okazję. A były to: „Graduale”, „Oto drzewo krzyża” (solo Zbyszek Stoliński) oraz „O Michale Archaniele”. Tym utworem ostatecznie rzuciliśmy publikę i jury na kolana.
Po występie zeszliśmy do parafialnej kawiarni, którą na czas trwania festiwalu przekształcono w restaurację, gdzie zjedliśmy obiad. Po posiłku część z nas poszła odreagować emocje do pobliskiego parku, ci zaś, którzy trzymali nerwy na wodzy poszli posłuchać, jak śpiewają inne chóry. Około godz. 15.00 zakończyły się przesłuchania i rozpoczęła się Msza św., w której uczestniczyły wszystkie chóry i licznie przybyli wierni. Chórzyści wykonali wspólnie mszę ks. E. Hinza, „Bogurodzicę”, „Ave verum”, „Apel Jasnogórski” i „Gaude Mater Polonia”. Po Mszy św. p. Roman Grucza chciał zabłysnąć wśród przybyłych, więc zebrał przy ołtarzu swoich chłopców, którzy zaczęli śpiewać „Alleluja” J. F. Haendla. Na to tylko czekały nasze dzielne soprany. Nie zastanawiając się ani chwili przyłączyły się do osłupiałych „grucząt”. Śpiewały tak wysoko i tak głośno, że choć była ich tylko garstka ich głosy górowały nad chłopięcymi. Zebrały za to rzęsiste brawa i uznanie przybyłych z innych miejscowości chórzystów. Nawet nieco blady i zdziwiony pan Grucza podziękował im za muzyczny wkład w wykonanie tego utworu.
Gdy emocje chórzystów osiągnęły zenit, nadszedł czas na ogłoszenie wyników. Wszyscy byli bardzo podnieceni i po cichu liczyli na którąś z nagród. Odczytano werdykt jury i wszystko było już jasne. Nasz chór zajął III miejsce. Wyprzedziły nas tylko „gruczęta”, które według krążących opinii nie powinny startować w tym konkursie oraz chór parafii św. Trójcy z Chełmży. O tym, jak wielka była nasza radość długo trzeba byłoby pisać. Proboszcz parafii św. Michała Archanioła, Czesław Kustra ufundował specjalną nagrodę za wykonanie utworu do patrona tejże parafii. Tym sposobem zdobyliśmy jeszcze jedną, tym razem pierwszą nagrodę. Trzeba było widzieć dumną minę naszego dyrygenta Mariana Grocholewskiego, kiedy szedł wzdłuż głównej nawy po odbiór nagród. Ten dzień był dla nas dniem sukcesu. Swoje zwycięstwo skropiliśmy lampką szampana na wtorkowej próbie. Było bardzo uroczyście. Nikt nie miał wątpliwości, że nasz trud i czas, który poświęciliśmy na przygotowania nie poszedł na marne. Prezes z radosną miną zakomunikował, że w nagrodę w lipcu wyjedziemy na dwudniową wycieczkę do Trójmiasta. Ta wiadomość bardzo nas ucieszyła, zwłaszcza, że o tej porze roku morze stanowi wielką atrakcję.
Czerwiec upłynął nam na słodkim lenistwie i napawaniu się niedawnym zwycięstwem. W stałym składzie spotkaliśmy się 5 lipca, kiedy to tradycyjnie już jechaliśmy do Jastrzębia, w którym odbywał się odpust parafialny. Ks. Zbyszek bardzo się ucieszył z naszego przyjazdu. Śpiewaliśmy jak co roku na Mszy św. odprawianej przed kościołem. Pogoda nam dopisała i obyło się bez większych niespodzianek. Jak zwykle zostaliśmy podjęci pysznym obiadem i ciastem, po czym w godzinach popołudniowych wróciliśmy do Torunia.
Na kolejnych próbach przygotowywaliśmy się do występów w Trójmieście, zwłaszcza, że naszym dyrygentem był tam Czesław Grajewski. Chyba nie do końca wierzył on w to, że będziemy się sumiennie przygotowywać do tych występów, bo zjechał do Torunia aby osobiście przewodniczyć tym przygotowaniom. Tak więc nasz dawny dyrygent znów poprowadził próby. Nie obyło się oczywiście bez kilku uwag skierowanych w stronę sopranów, które już zdążyły się od tego odzwyczaić.
Nadeszła niedziela 27. 07, czyli dzień naszego wyjazdu na nadmorskie wojaże. Dwadzieścia po czwartej, po piętnastominutowym postoju spowodowanym czekaniem na spóźnialskich, opuściliśmy Toruń i skierowaliśmy się w stronę Gdańska. Podróż minęła spokojnie i o godz. 8.20 dotarliśmy do Oliwy. Tu w czekającej na nas salce przebraliśmy się w galowe stroje i oczekiwaliśmy na przybycie naszego dawnego dyrygenta – Czesława Grajewskiego. Zjawił się dość szybko i po serdecznym powitaniu przystąpiliśmy do próby. Byliśmy dobrze przygotowani, więc próba nie trwała długo. O dziwo, nawet pan Czesław stwierdził, że musieliśmy solidnie ćwiczyć, skoro tak dobrze śpiewamy. Ten komplement w jego ustach brzmiał jak najsłodsza muzyka.
O godz. 10.00 w Katedrze Oliwskiej rozpoczęła się Msza św. transmitowana przez telewizję gdańską. To, że mogliśmy śpiewać podczas tej Eucharystii, było i jest dla nas wielkim zaszczytem. Staraliśmy się wypaść jak najlepiej. Śpiewaliśmy z chóru katedry, gdzie znajdują się sławne na całym świecie oliwskie organy. Dyrygował nami Czesław Grajewski. Podczas Mszy wykonaliśmy „Pójdźmy do Pana”, „Kyrie”, „Agnus Dei”, „Kto szuka Cię”, „Ilekroć ten chleb” oraz „Cantate Domino”. Psalm zaśpiewał nasz nieoceniony bas – Zbyszek Stoliński przy akompaniamencie brata ks. Rycherta.
Po Mszy, aby nie tracić cennego czasu, szybciutko przebraliśmy się w prywatną garderobę i ruszyliśmy na nadmorskie wojaże. Ruszyliśmy w stronę gdańskiego molo. Tam ogłoszono czas wolny i chórzyści rozproszyli się wtapiając się w tłum wczasowiczów. Niektórzy wykorzystali okazję i wykąpali się w morzu, inni cierpliwie „łapali” opaleniznę, jeszcze inni zwiedzali liczne kramy bogato rozstawione na molo. Oryginalną i bardzo ciekawą formę spędzania wolnego czasu zaprezentował prezes chóru. Otóż, miał on nieodpartą ochotę zamiany swoich kwalifikacji na kolejowe. Z anielską cierpliwością starał się przekonać nieustępliwą konduktorkę kolejki, że on także potrafi nią pokierować. Mimo usilnych prób i heroicznych wyczynów, których omal nie przypłacił zdrowiem, nie udało mu się zasiąść na miejscu konduktorki. Był tym bardzo zmartwiony i długo jeszcze nie mógł pogodzić się z tą porażką.
Czas szybko minął na żartach i odpoczynku. Po południu wsiedliśmy do naszego autokaru i ruszyliśmy do centrum. O godz. 17.00 zaśpiewaliśmy w kościele OO. Pallotynów na Mszy św. radiowej dla ludzi morza. Przed tym jednak odbyliśmy próbę generalną. Kiedy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, stanęliśmy na chórze przed radiowym mikrofonem. Zaśpiewaliśmy utwory, które już w tym dniu wykonaliśmy. Msza zakończyła się w dokładnie zaplanowanym czasie. Nadszedł czas odpoczynku. Do godz. 20.00 mieliśmy czas wolny. Niemalże wszyscy wykorzystali go na zwiedzanie starówki i robienie potrzebnych zakupów. Około 20.00 zasiedliśmy w naszym pojeździe i ruszyliśmy na nocleg do… Redy, gdzie zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci. Do naszej dyspozycji oddano cały parter plebanii. Podróżujący z nami ks. Proboszcz na zasłużony odpoczynek udał się na piętro, my zaś przystąpiliśmy do organizowania noclegu. Jak za starych, dobrych, harcerskich czasów podzieliliśmy pokoje na „żeński” i „męski”. Płeć piękna miała niemal komfortowe warunki: w jej pokoju był bowiem duży, gruby dywan, fotele i kolorowy telewizor. Nasi panowie okazali się być prawdziwymi dżentelmenami i nie rościli żadnych pretensji, choć co chwilę „wpadali” zerknąć na szklany ekran. Po godzinie nasze „sypialnie” były już gotowe. Kobiety, jak nakazywał im stadny instynkt, zgromadziły swoje materace jeden obok drugiego, tak, że tworzyły one zwarte skupisko. Mężczyźni zaprezentowali inną taktykę: swoje śpiwory rozkładali tuż przy ścianach. Gdy wszyscy się już rozpakowali i najedli rozpoczęło się obleganie łazienki. Tym razem szybsi byli panowie; raz dwa odświeżyli się po podróży, paniom zajęło to o wiele więcej czasu. Wiadomo jednak, jak długo kobieta może przesiedzieć w łazience. Po umyciu się należałoby się położyć spać. Przypuszczalnie zrobiłby tak każdy inny chór; każdy ale nie nasz. My dopiero zaczęliśmy odczuwać, że jesteśmy na wyjeździe. Rozpoczęła się wielka biesiada. Żartom i kawałom nie było końca. Na co dzień stateczni i poważni ojcowie i mężowie w ten wieczór przypomnieli sobie kawalerskie lata. Chór przypominał młode harcerki i harcerzy na wspólnym biwaku. Kto marzył o śnie i wypoczynku, srodze się rozczarował, ale cóż znaczy odpoczynek w świetle tak wspaniałej zabawy.
Noc szybko minęła i nadszedł słoneczny poranek – czas, w którym ludzie zazwyczaj budzą się po przespanej nocy. Nam jednak dopiero teraz chciało się zasypiać. Mimo to nie mogliśmy sobie pozwolić na ten komfort: został nam tylko jeden dzień nad morzem i chcieliśmy go maksymalnie wykorzystać. W nie najlepszej formie fizycznej, za to w świetnych humorach uczestniczyliśmy w specjalnie dla nas odprawionej Mszy św. o godz. 8.00. Nocne imprezowanie dało się we znaki naszym gardłom, które zachowywały się tak, jakby pierwszy raz w życiu wydawały z siebie dźwięki. Po Mszy św. zapakowaliśmy manatki do autokaru i po podziękowaniu za gościnę, ok. godz. 10.00 wyruszyliśmy na podbój okolic. Po drodze prezes, korzystając z nagłośnienia opowiadał nam o swoich wspomnieniach związanych z tymi ziemiami, o ich historii i tradycjach. Pierwszym punktem postojowym było Swarzewo. Tu w pięknym, starym kościele zobaczyliśmy figurkę Matki Boskiej Rybaków, wysłuchaliśmy związanych z nią legend, poznaliśmy historię kościoła. Organista tak pięknie opowiadał, że nawet nie spostrzegliśmy się, że minęły prawie dwie godziny.
Następnie udaliśmy się do Rozewia, najdalej wysuniętego na północ miejsca w Polsce, co niejednokrotnie podkreślał prezes. Przylądek nas zachwycił. Chórzyści w oka mgnieniu rozproszyli się po tym malowniczym zakątku. Co odważniejsi, o doskonałej kondycji fizycznej pokonali całą masę małych, drewnianych schodków aby dotrzeć nad brzeg morza. Ten wysiłek się opłacił, widok był tak piękny, że człowiek zapominał o zadyszce i bolących nogach. Ci, którzy nie pokusili się o te widoki zwiedzali latarnię morską, kupowali pamiątki i robili zdjęcia. Gonieni czasem udaliśmy się w dalszą drogę.
Zatrzymaliśmy się w Jastrzębiej Górze, gdzie postanowiliśmy złapać trochę promieni słonecznych. Kto był przezorny i zabrał ze sobą kąpielówki, mógł teraz z nich skorzystać. Jak się okazało, znalazło się parę takich osób. Chór wyległ na plażę. Jedni się opalali, inni pływali w morzu, jeszcze inni przypominali sobie dziecięce lata brodząc po uszy w nadmorskim piasku. Kto tego nie widział, zapewne nie uwierzy. Ja to co widziałam, tu opisałam. Po plażowaniu nadszedł czas na kupno pamiątek i zjedzenie czegoś ciepłego. Na tych przyjemnościach bardzo szybko minął nam czas i nadeszła godz. 15.00. Na tę godzinę zaplanowaliśmy wyjazd w drogę powrotną. Podróż umilaliśmy sobie krótkimi ale licznymi postojami. Na dłużej zatrzymaliśmy się w Pelplinie. Tu, dzięki staraniom prezesa mogliśmy zwiedzić największą w Polsce katedrę. Usłyszeliśmy o jej historii i znajdujących się tu dziełach sztuki. Jak przystało na chór, wykonaliśmy kilka utworów, które bardzo się spodobały. Z żalem opuszczaliśmy Pelplin, ale czas było wracać do domu. Toruń przywitaliśmy około godz. 22.00. Tak zakończyła się nasza chóralna, wakacyjna, nadmorska przygoda.
Po krótkim odpoczynku zebraliśmy się 14. 08 aby uświetnić na Mszy św. o godz. 18.00 nasz parafialny odpust. Obok części stałych zaśpiewaliśmy: „Przychodzi kapłan”, „Kto szuka Cię”, „Ojcze Kolbe”, „Cantate Domino”, „Ilekroć ten chleb”. Było bardzo uroczyście. Na zakończenie chór wspólnie z wiernymi odśpiewał „Te Deum”. Cieszyliśmy się, że mogliśmy śpiewać w tym dniu, zwłaszcza, że obchodziliśmy święto naszego parafialnego patrona – Ojca Maksymiliana Marii Kolbego.
W równie miłych i radosnych okolicznościach spotkaliśmy się 22. 08. W tym bowiem dniu syn naszej chórzystki z altów - pani Marii Lis składał ślubną przysięgę. Cieszyliśmy się, że naszym śpiewem mogliśmy uświetnić tę ceremonię. Zaśpiewaliśmy znane i lubiane utwory, zaś Zbyszek Stoliński (bas) w duecie z Mieczysławem Drużyńskim (tenor) dedykowali młodej parze wspaniale odśpiewane „Ave Maria”. Po Mszy św. ślubnej pogratulowaliśmy młodym, życząc im wiele szczęścia na nowej drodze i śpiewając „Ad multos”. Na wtorkowej próbie w podziękowaniu za śpiew zostaliśmy poczęstowani przez młodych i ich rodziców przepysznym ciastem. W miłej atmosferze spędziliśmy wspólnie kilka godzin. Takie uroczystości zbliżają nas do siebie powodując, że razem czujemy się jak jedna, wielka rodzina.
Nadeszła niedziela 30. 08 a wraz z nią uroczystość przeniesienia Krzyża do nowopowstającej parafii OO. Paulinów. Wszyscy bardzo lubimy księży Paulinów, dlatego też ucieszyliśmy się, że możemy radosnym śpiewem uświetnić tę uroczystość. Zaśpiewaliśmy kilka stałych utworów, wśród których znalazła się m. in. pieśń pt. „Podnieśmy krzyż”. Należy dodać, że nie byliśmy jedynym śpiewającym zespołem. Specjalnie bowiem na tę okazję przyjechał zespół niestety, kronikarz nie odnotowała nazwy . Było bardzo radośnie i uroczyście.
5 września był dla naszej chórowej zbiorowości kolejnym dniem radości. Otóż, tego dnia mieliśmy okazję czynnie uczestniczyć we Mszy ślubnej syna naszej koleżanki z altów – pani Ireny Januszewskiej. Młodzi przysięgę ślubną składali w przepięknej, malowniczej scenerii, w malutkim kościółku położonym w Kaszczorku. Specjalnie na tę okazję swoje solowe występy przygotowali: Małgorzata Trzpil, Zbyszek Stoliński i Mieczysław Drużyński. Chór wykonał części stałe Mszy św. Za nasz śpiew zostaliśmy na kolejnej próbie podjęci przez parę młodą pysznym poczęstunkiem.
Czas szybko płynie i przyszło nam pożegnać się z wrześniem. W ostatnią niedzielę tego miesiąca zaśpiewaliśmy na naszej parafialnej sumie o godz. 10.00. Wraz z nowym miesiącem przyszły nowe obowiązki i zadania. Powoli zaczynamy myśleć o Świętach Bożego Narodzenia. Coraz głośniej zaczyna się również mówić o przyszłorocznej wizycie Ojca św. w naszym mieście. Zaszczyt to dla Torunia ogromny, toteż cały gród Kopernika przygotowuje się już do tych odwiedzin. My również mobilizujemy siły i trenujemy z zapałem aby jak najgodniej przyjąć Jana Pawła II.
Nie zapominamy jednak o naszych parafialnych powinnościach. I tak w noc z 3 na 4-ty listopada adorowaliśmy wspólnie Najświętszy Sakrament. Mimo, że był to środek tygodnia, niemal cały chór stawił się o godz. 23.05 w naszym kościele. Przez godzinę śpiewaliśmy przećwiczone przedtem utwory, a były to m. in. „Kto szuka Cię”, „Ilekroć ten chleb”, „Ave verum”, „Pójdźmy do Pana”. Cieszyliśmy się, że możemy w takim gronie uczestniczyć w tej adoracji, tym bardziej, że razem z nami modlił się ks. kanonik.
Dzień 14 listopada był dniem szczególnym. Tego dnia w kościele Najświętszej Marii Panny, na Mszy św. o godz. 17.00, po pięćdziesięciu latach swoją przysięgę małżeńską odnowili państwo Grochlewscy. Jako że pani Zofia przez wiele lat śpiewała razem z nami, my postanowiliśmy w tym dniu zaśpiewać dla Niej i dla Jej męża. Było bardzo uroczyście. „Państwo młodzi” wyglądali tak, jakby po raz pierwszy ślubowali sobie miłość i wierność. Wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni, zwłaszcza, że z państwem Grocholewskich jesteśmy związani emocjonalnie. Zbyszek Stoliński wykonał „Ave Maria”. Po Mszy św. na ręce „Państwa młodych” złożyliśmy kwiaty i życzenia długich lat życia w tym szczęśliwym związku.
W sobotę 28. 11. 98 r. o godz. 18.00 odbyła się w naszym kościele Msza święta z okazji obchodzonego w tym dniu święta wszystkich chórów i ich patronki – św. Cecylii. Jak zwykle, wzięliśmy czynny udział w tej uroczystej Mszy, wykonując obok części stałych utwory poświęcone św. Cecylii. Po nabożeństwie udaliśmy się na pokoje ks. Proboszcza, aby tam w dobrze znanym i lubianym towarzystwie spędzić wieczór. Było bardzo radośnie i wesoło, w końcu to nasze święto. Podczas biesiadowania, korzystając z okazji i obecności naszego drogiego Proboszcza, złożyliśmy na Jego ręce kwiaty i życzenia długich lat życia i błogosławieństwa Bożego, a to wszystko z okazji nadchodzących „Andrzejek”. Aby nie nadużywać gościnności gospodarzy, po kilku godzinach przenieśliśmy imprezę do salki prób, aby tam wzbogacić naszą zabawę o tańce i śpiewy. Pląsy i żarty trwały do godz. 24.00. Jako że o tej porze rozpoczynał się nasz nowy dzień a wraz z nim okres Adwentu, zakończyliśmy świętowanie i po wspólnej modlitwie rozeszliśmy się do domów.
Ponownie spotkaliśmy się w poniedziałek (30. 11.) na Mszy św. wieczornej, aby w dniu imienin ks. Proboszcza połączyć się z nim w duchowej zadumie i modlitwie. W wykonanie utworów, wśród których znalazła się pieśń „Tyś kapłanem”, włożyliśmy całe swoje serca i życzliwość, jaką chowamy dla naszego kochanego i niezastąpionego ks. kanonika. Wielkimi krokami zbliża się czas radosnego Bożego Narodzenia. Dla nas oznacza to także okres ciężkiej, wytężonej pracy nad przygotowaniem kolęd. Wszyscy jednak bardzo lubimy ten gatunek pieśni, toteż z wielką ochotą i zapałem uczestniczymy w próbach.
Nasze kolędowanie rozpoczęliśmy nieco wcześniej niż zwykle, bo już 17. 12. 98. O godz. 17.30 w SP nr 18, w której pracuje Prezes chóru, odbyło się spotkanie opłatkowe wszystkich pracowników. Zostaliśmy poproszeni o uświetnienie tej uroczystości. Jako, że zawsze bardzo chętnie uczestniczymy w takich spotkaniach, nie odmówiliśmy i stawiliśmy się w pełnym składzie. Zaśpiewaliśmy kilkanaście kolęd, a wśród nich m. in. „Chrystus natus”, „Dzisiaj w Betlejem”, „Bracia patrzcie jeno”. Było bardzo miło i uroczyście. Pojawiły się wspomnienia, zwłaszcza, że na sali siedzieli byli nauczyciele niektórych z nas.
Już następnego dnia, tj. 18. 12. zaśpiewaliśmy kilka kolęd w Domu Małego Dziecka mieszczącego się przy ul. Donimirskiego. Idąc tam, nie nastawialiśmy się na koncertowanie ale na spędzenie czasu z mieszkającymi tam maluszkami. Do tych odwiedzin przygotowywaliśmy się bardzo długo: zbieraliśmy upominki, kupowaliśmy słodycze, nastawialiśmy się psychicznie. Nie chcieliśmy, aby dzieci widziały nasz smutek i żal, staraliśmy się cieszyć wspólną zabawą i rozdawaniem prezentów. Postaraliśmy się nawet o Mikołaja, wszak święta bez Mikołaja to nie święta. W tę boską i uwielbianą przez dzieci postać wcielił się nasz kolega z tenorów – Sebastian Świercz. Swą rolę odegrał rewelacyjnie. Maluszki wyrywały się do niego, z uciechy klaskały i koniecznie chciały dotknąć jego długiej brody i czerwonych szat. W domu dziecka spędziliśmy ponad dwie godziny. Trochę śpiewaliśmy, ale głównie rozmawialiśmy i bawiliśmy się z dziećmi. Mamy nadzieję, że nie było to ostatnie takie spotkanie. W miarę możliwości będziemy starali się organizować takie akcje.
W tej pracowitej atmosferze doczekaliśmy się świąt. Wigilię, jak zwykle, spędziliśmy gronie rodzinnym, natomiast w oba święta śpiewaliśmy na Mszy św. o godz. 10.00 wykonując znane i lubiane kolędy. W niedzielę 27. 12. a więc zaraz po świętach wyruszyliśmy na nasze kolędowe tournee. Celem naszego wyjazdu było Rybno, a pojechaliśmy tam na zaproszenie księdza Mirosława Owczarka. W gościnie spędziliśmy cały dzień. Śpiewaliśmy na trzech Mszach prezentując mieszkańcom Rybna stare polskie kolędy w naszym wykonaniu. Sądząc po ilości sprzedanych kaset bardzo się one podobały. W tej malej, ale jakże pięknej miejscowości czuliśmy się jak u siebie. Zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie, ks. Proboszcz bardzo się starał, aby niczego nam nie brakowało. Zostaliśmy przyjęci wręcz jak najlepsi przyjaciele. Poczęstowano nas ciastem i pysznym obiadem, po którym daliśmy godzinny koncert. Ku naszemu zdumieniu, przybyło na niego bardzo dużo wiernych, wśród których przeważającą część stanowiły dzieci i młodzież. Zaśpiewaliśmy najbardziej lubiane kolędy, m. in. „Gdy śliczna Panna”, Wśród nocnej ciszy”, „W żłobie leży”, „Chrystus natus est”, nie zabrakło także „Jasnej Panny”. Zmęczeni ale zadowoleni, w godzinach wieczornych wróciliśmy do Torunia.
Za kilka dni rozpocznie się nowy, następny i to już 1999 rok. Tym razem postanowiliśmy, że pożegnamy stary i powitamy nowy rok we własnym gronie. Jednym słowem, urządziliśmy chóralnego Sylwestra. Wszystko odbywało się jak na prawdziwym balu: były zaproszenia, balony, serpentyny, nie zabrakło także szampana. Bawiliśmy się znakomicie. O godz. 20.00 w naszej salce zebrali się szałowo i kolorowo ubrani chórzyści ze swoimi drugimi połowami. Na nasze zaproszenie przybył także nasz były dyrygent, pan Janusz Galewski. Każdy przyniósł ze sobą coś do wypicia i do zjedzenia, tak, że stół był zastawiony niemalże jak w "Bristolu". Zabawa trwała do białego rana: były tańce, śpiewy, o godz. 24.00 powitanie Nowego Roku i składanie życzeń. Dziś zostały nam już tylko wspomnienia tego balu, no i oczywiście wesołe fotografie. Mamy zamiar w przyszłości częściej urządzać takie chóralne zabawy.
















